sobota, 30 maja 2020

Polska tonie w śmieciach



Aby faktycznie gospodarka odpadami była mniej inwazyjna dla środowiska, powinien zmienić się kształt prawa i przepisy. Nasze indywidulne wybory, dające pozory sprawczości, często tylko maskują rzeczywistość. Czy uratujemy środowisko rezygnując z plastikowych widelczyków, kiedy tzw. „biały sprzęt” AGD, psuje się kilka dni po upływie gwarancji i zazwyczaj nie można go naprawić?


Z badań rynku jasno wynika, że nie tylko Polacy, kupują nowe urządzenia dopiero wtedy, kiedy stare nie nadają się do użytku. Jesteśmy coraz bardziej świadomi faktu, że nowe niekoniecznie będzie bardziej wydajne i trwałe. Przeszło 70 procent mieszkańców UE, chciałoby mieć taką możliwość, jak ich ojcowie, czy dziadkowie i móc naprawić to, co się zepsuło. Ale czy pozwolą na to firmy, którym zależy na ciągłym wzroście sprzedaży swoich produktów?

Winna reklamówka

Zaczęło się od reklamówek. 1 stycznia 2018 r. w życie weszły przepisy o gospodarce opakowaniami, nakładające obowiązek pobierania opłaty recyklingowej od toreb z tworzywa sztucznego przez jednostki handlowe. Pole do dyskusji otworzyły, torby o grubości powyżej 51 mikrometrów, które sklepy proponowały klientom, a które nie były objęte opłatą recyklingową. Powyższe kryteria wynikają z przepisów dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady UE, ale już od 1 września 2019 r. wytyczne uległy zmianie. Aktualnie nie będziemy płacić tylko za tzw. zrywki, pod warunkiem, że zapakujemy w nie artykuły wymagające tego ze względów higienicznych. Bądźmy przygotowani na to, że gdy kasjer zobaczy kefir bezpiecznie owinięty zrywką, zerwie ją i wyrzuci. Na nic nasze tłumaczenia, że boimy się kałuży we własnej torebce, bowiem kara dla pracownika sklepu za brak wyegzekwowania tego przepisu, może wynieść nawet kilka tysięcy złotych. Nikt jednak nie wspomina o likwidacji absurdalnego wynalazku, bez którego znakomicie radziły sobie całe pokolenia gospodyń domowych: foliowych woreczkach, w które pakowane są poszczególne porcje kaszy i ryżu. W każdym pudełku znajdziemy 4 takie torebki. Wciąż ważą się losy plastikowych widelczyków i butelek PET. Czy od 2021 r. dzieci będą dźwigać do szkoły jogurt i sałatkę w szklanym słoiczku, wodę w szklanej butelce oraz metalowe sztućce?


Płonące wysypiska

Jak powyższe działania podjęte na skalę globalną, mają się do faktu, że w 2018 r. do Polski trafiło ponad 250 tys. ton śmieci z… Niemiec? Jesteśmy jednym z głównych odbiorców niemieckich odpadów i niestety z roku na rok, śmieci od naszych zachodnich sąsiadów przybywa. Przyczyna jest prosta: opłata za spalenie tony odpadów w Niemczech, wynosi 200 euro, natomiast u nas waha się w granicach 75-80 euro. Oczywiście jeśli wysypisko nie zostanie podpalone nocą przez nieznanych sprawców, bo wtedy utylizacja wychodzi gratis. W 2018 r. polskie składowiska odpadów, płonęły ponad 260 razy. Dla porównania, w roku ubiegłym, takich pożarów było o połowę mniej. W gorącej przynajmniej od 3 lat, dyskusji o smogu, nie wymienia się płonących wysypisk, jako przyczyny zanieczyszczenia powietrza. Na ten temat milczy też sama Komisja Europejska, choć podkreśla, że Polska złamała prawo UE dopuszczając do nadmiernych wieloletnich przekroczeń stężeń pyłu zawieszonego PM10 w powietrzu. Ilość nielegalnych wywozów śmieci z Niemiec do Polski, także wzrasta. To pokazuje, jak bardzo potrzebne są jasne regulacje systemowe, ale jeśli naprawdę mają odnieść skutek, nie można stosować podwójnych standardów. Sami wobec siebie też działamy ze szkodą. Tylko w podwarszawskim Legionowie, raptem 50-tysięcznym, ale za to najliczniej zagęszczonym mieście Polski, oraz jednym z bardziej zanieczyszczonych, spalanie śmieci w domowych piecach, stanowi poważny problem.
- Straż Miejska w roku 2018 podjęła 437 interwencji, nie uwzględniając wspólnych kontroli strażnika miejskiego i urzędnika Referatu Ochrony Środowiska tzw. kontroli Ekopatrolu, w sprawie spalania śmieci w domach. W ramach Ekopatrolu podjęto 855 kontroli – poinformował Paweł Budzyński z Referatu Ochrony Środowiska Urzędu Miasta Legionowo.




Najłatwiej do lasu

1/5 Polaków pozbywa się elektro śmieci w sposób nielegalny. Kuchenka mikrofalowa, obudowa telewizora z lat 90 XX w., kilka komputerów, lodówka, mikser, worki pełne kabli, plastikowe wiadra, kanistry, a nawet stara pościel, to wątpliwe „atrakcje”, które osobiście spotkałam podczas spacerów po lesie. O tysiącach walających się puszek, butelek i opakowań po słodyczach, nie wspomnę, choć za wyrzucanie jakichkolwiek śmieci do lasu grozi grzywna w wysokości 5 tys. zł. Ustawa śmieciowa, która weszła w życie od 1 lipca 2013 r., miała stanowić przełom w naszym myśleniu o gospodarce odpadami. Tymczasem trudno doszukać się jej efektów w przyrodzie.
- Według prowadzonych przez nas obserwacji nie widzimy zakładanej w ramach reformy śmieciowej poprawy – powiedziała Ewa Grzywacz z Działu Technicznego Nadleśnictwa Jabłonna - Nieznacznie zmniejszyła się ilość śmieci trafiających na obszary leśne, co dotyczy odpadów z gospodarstw domowych, ale nie dotyczy śmieci wielkogabarytowych, gruzu, odpadów budowlanych, które podobnie jak w latach ubiegłych trafiają na tereny leśne Skarbu Państwa w zarządzie lasów państwowych, do lasów prywatnych i lasów innych własności, ponadto na tereny rolne, ugory , tereny zalesione lub z sukcesją naturalną. Aby ograniczyć to wysoce naganne zjawisko stale apelujemy do mieszkańców o zwracanie uwagi na osoby działające bezprawnie i ze szkodą dla obszaru w zasięgu działania nadleśnictwa. W ciągu 2018 roku z terenów leśnych w zarządzie nadleśnictwa wywieźliśmy łącznie ok. 370 m3  śmieci co daje 52 kontenery po 7m3 i koszt ponad 115 tys. zł. W bieżącym roku jest to już 253 m3 śmieci zebranych i wywiezionych z lasów. Koszt poniesiony na te działania będzie zbliżony lub wyższy niż w 2018 r.
Od września płacimy więcej za wywóz odpadów. Największe podwyżki dotknęły mieszkańców województwa mazowieckiego, a rekordzistą pod tym względem są Marki, gdzie opłata za śmieci zmieszane wzrosła z 17 zł do 67,50, a za segregowane z 8 zł do 32. Czy tym razem przełoży się to na mniejszą ilość śmieci w lasach?



Umiar i odpowiedzialność

Mimo, że samorządy od lat starają się panować nad gospodarką odpadami, stawiając na osiedlach pojemniki do segregacji, czy kupując nowoczesne śmieciarki – w stolicy usługę świadczą 44 pojazdy napędzane sprężonym gazem ziemnym (CNG), 1 pojazd skroplonym gazem ziemnym (LPG),53 pojazdy posiadają normę EURO VI, 111 pojazdów posiada normę EURO V - nie zmienią naszych jednostkowych nawyków. Nierzadkim widokiem jest np. papier wrzucony niedbale do pojemnika z napisem „szkło”, choć obok stoi ten właściwy.
- W 2018 r. masa wszystkich odpadów komunalnych odebranych z terenu m.st. Warszawy w tym zebranych w Punktach Selektywnego Zbierania Odpadów Komunalnych (w skrócie PSZOK), wyniosła 775 513,116 Mg. Na potrzeby analiz, a w szczególności obliczeń poziomów recyklingu, przyjęto liczbę osób zameldowanych na pobyt stały i czasowy na terenie Warszawy według stanu na dzień 31 grudnia 2018 r., to jest 1 695 122 osoby – wyjaśnia Justyna Michalak, główny specjalista Wydz. Prasowego z Urzędu m.st. Warszawy - W 2018 r. z terenu stolicy odebrano oraz zebrano 1 653,222 Mg zużytego sprzętu rtv i agd, co stanowi około 0,002% wszystkich odpadów komunalnych odebranych z terenu Warszawy.
Im więcej śmieci wyprodukujemy, tym więcej pracy, kosztów i zużytej energii, będzie pociągała ich segregacja, recykling oraz utylizacja. Wydaje się, że najlepsze wyjście z sytuacji, jest najprostsze - zmniejszenie naszej nienasyconej konsumpcji.


Uwaga, śmieciarka jedzie

Mniej niż połowa mieszkańców dużych aglomeracji miejskich nie wie w jaki sposób pozbywać się elektrośmieci. W naszych domach zalega m.in. 4 mln starych telefonów komórkowych. W piwnicach trzymamy niesprawne odkurzacze, stare monitory i wiatraki. Stan ten wynika i z braku wiedzy i z faktu, że aktualnie żyją jeszcze osoby, pamiętające zarówno lata okupacji niemieckiej, jak też epokę PRL-u z jej ciągłymi niedoborami wszystkiego. A nuż to się jeszcze przyda? Jednocześnie rośnie i dojrzewa cała rzesza osób, które autentycznie chcą się troszczyć o środowisko ograniczając zakupy, jak również wykorzystując kreatywnie przedmioty już istniejące. W odpowiedzi na ten pożyteczny trend, powstała grupa internetowa o nazwie: „Uwaga, śmieciarka jedzie”, pozwalająca jednym pozbyć się nieużywanych sprzętów, a drugim zdobyć bezpłatnie to, czego potrzebują. Na stronach akcji czytamy: „To jest oficjalny page grup, które zrzeszają fanów recyklingu, ponownego użycia, nie wyrzucania, polowania na Vintage lub przerabiania śmieci na nowe funkcjonalne przedmioty. W tych grupach możesz zgłosić, że na twoim śmietniku znajduje się coś godnego ponownego użycia. Możesz zgłaszać również rzeczy które chcesz oddać bezpośrednio. Jeśli chcesz aby śmieciarka powstała w Twoim mieście napisz do nas!” Akcja ma zasięg ogólnopolski, a grupa posiada 62 921 członków.
13 października, Polska będzie po raz drugi obchodziła Międzynarodowy Dzień Bez Elektrośmieci.

Tekst ukazał się w Tygodniku „Idziemy”, nr 44/2019; dn. 29 października 2019.

czwartek, 21 maja 2020

Mit o ociepleniu klimatu - powinna zastąpić narracja o nieprzewidywalnych zmianach.


Owszem, w 2018 r., letnie temperatury, panowały w Polsce prawie 7. miesięcy. Ostatnia, podobna sytuacja miała miejsce w 1992 r… Pokoleniu rozpiętemu w tych datach przyszło patrzeć zarówno na rekordowe powodzie, niszczące uprawy przymrozki, jak też charakterystyczne (zwłaszcza) dla ostatniej dekady - susze.


(leśny mech w ostatnich dniach kwietnia, trzeszczał pod stopami, niczym późno-jesienne liście)


Ciepłe zimy nie mają jednak nic wspólnego z faktycznym ociepleniem klimatu, skoro po nich następują zimniejsze wiosny, czego przykładem jest m.in. tegoroczny maj w środkowej Europie. Odchylenie temperatury od normy wieloletniej, sięga miejscami nawet 3 stopni (lata 1981-2010). W Polsce, w maju spadło więcej śniegu, niż w miesiącach zimowych… W ostatnich dniach, nasz kraj znalazł się w napływie zimnego powietrza arktycznego (zwłaszcza po wschodniej stronie).


Dziś, czekamy na najzimniejszą noc tej wiosny
Temperatura będzie niższa wobec tej w ostatnich 3. dekadach nawet o 8-10 stopni.




U mnie tylko bratki i prymulki, w takich temperaturach miewają się ... kwitnąco ;-)

Z warzyw, jednie sałata daje radę:


W miarę bujnym, zielonym życiem, cieszą się te pomidory, których nie wysadziłam na zewnątrz. Bo tam pleni się jedynie chryzantema. Z dnia na dzień, jest wyższa i szersza. Chyba uznała, że to już JEJ czas. Już JESIEŃ :-)


poniedziałek, 27 kwietnia 2020

Spotkanie z Zielonym


Nigdy wcześniej, nie widziałam samca jaszczurki zwinki w szacie godowej, choć już tyle lat mieszkam pod lasem. Jaskrawo-zielone barwy, panowie przywdziewają zwyczajowo w maju. To, o czym czytałam, przerosło moje najśmielsze oczekiwania w rzeczywistości...


Gdy kilka dni temu, coś zaszeleściło wśród zeszłorocznych liści, zainteresowana zboczyłam z drogi. Podobnego koloru nie dało się przeoczyć na tle beżów i szarości. Na dobrą sprawę tylko samobójca, mógł się tak odpacykować.


Nie rozumiem zatem, czemu jaszczur pognał przed siebie ekspresowym slalomem, na widok dwunożnego drapieżnika z aparatem. Gdybym chciała go pożreć - z takim make-upem na suchym poszyciu - nie miałby szans na dyskrecję. W promieniach kwietniowego słońca, niemal świecił własnym blaskiem.


W pierwszym momencie, pomyślałam, że gad znalazł się na korze drzewa, które jakiś drwal zaznaczył jaskrawym sprayem do wycinki. Nic bardziej mylącego.
Te obłędne kolory wygenerowała Natura.


Kiedy napatrzyliśmy się na siebie, każde poszło w swoją stronę...
On, szukać wybranki serca, ja - oznak wiosny, która mimo gigantycznej suszy i histerycznych restrykcji związanych z pandemią chińskiego koronawirusa, pleni się spokojnie, nie niepokojona przez człowieka.







czwartek, 26 marca 2020

Ekologia po katolicku. Rozmowa z o. prof. Zdzisławem Kijasem, OFMConv, autorem "Brewiarza Ekologa"


- Dlaczego zwykło się uważać, że troska o Ziemię to temat bliski tylko światopoglądowi lewicowemu? 

- Wszystko zaczęło się zmieniać w okresie po epoce Oświecenia, kiedy następowała tzw. rewolucja naukowo-techniczna, która paradoksalnie zamiast poszerzać, zawężała coraz bardziej wizję życia i zamykała ją stopniowo w ramach doczesności, materialnego dobrobytu. Następowała przemiana świadomości w myśl nowoczesnej nauki. Zakwestionowano zatem istnienie obiektywnej prawdy - dobra, piękna. Całą sferę wartości i to co tworzy życie. Zaczęto oceniać wszystko nie harmonijnie jako całość, integralnie, tylko fragmentarycznie. W poglądzie chrześcijańskim to, co było życiem – obejmowało i Ziemię i człowieka i Boga - wszystko to stanowiło harmonijną całość. W okresie pooświeceniowym i teraz, zaczęto odbierać rzeczywistość fragmentarycznie, w kontekście jednostkowym. Z czasem została tylko Ziemia  bez relacji do Stwórcy i bez relacji do człowieka, który ją zamieszkuje. Dlatego zaczęto interesować się fragmentami życia. Stąd pojawiła się fascynacja jednym czy drugim elementem – czy Ziemią, czy jakimś stworzeniem na tej Ziemi – np. człowiekiem. Ale wszystko straciło powiązanie ze swoją całością. Do tego, powiedziałbym, że chrześcijaństwo od początku troszczyło się o życie jako coś integralnego, było ono odbierane jako element całości pochodzący od Boga i człowiek w niej także się znajdował. Ziemia nie była Matką Ziemią, lecz darem od Boga.


- Czy w dzisiejszych czasach myślenie ekologiczne zastąpiło myślenie teologiczne?  

- To jest szerszy problem. Powiedziałbym w ten sposób: psychoanaliza mówi, że wiara w Boga Wszechmogącego i transcendentnego jest pewnego rodzaju zaburzeniem obsesyjno-kompulsywnym. Ponieważ dla wielu ludzi wiara stała się aspektem chorobowym, dlatego pozostaje im tylko Ziemia. I raptem, Ziemia stała się dla nich jakby pewnego rodzaju bóstwem, a troska o nią - religią. W tym kontekście, wiadomo, że nie mogło być miejsca na myślenie teologiczne, bo teologiczne odnosi się do Boga, a ekologiczne w punkcie odniesienia ma Ziemię. Miejsce Boga zajęła więc paradoksalnie przyroda. Świat duchowy niewidzialny, przestał istnieć, zastąpił go wyłącznie świat materialny, widzialny. Dlatego też ta dotychczasowa troska człowieka o Boga, o rozwój duchowości, aby wszystko mogło uwielbiać swojego Stwórcę, człowiek mógł się doskonalić, stworzenie pójść na spotkanie z Bogiem, to znikło. Została wyłącznie troska o przyrodę: o czyste powietrze i środowisko, o wodę, czy ekologiczne pokarmy. Oczywiście to nabiera różnych odcieni. Dla osób wierzących, należy mówić o ochronie przyrody, czy ochronie stworzenia, a nie o ekologii, bo ekologia nie ma odniesień jest sama w sobie jak gdyby punktem odniesienia, rzeczywistością zamkniętą. Pojęcie ochrona stworzenia, ma natomiast szerszy zakres ponieważ również człowiek jest stworzeniem, zatem i on tak samo wchodzi w tę ochronę. Angażuje siebie w ochronę tego, co jest własnością Boga, który dokonał stworzenia, jemu zaś zlecił jego ochronę. Tak rozumiana ochrona stworzenia wpisuje się w szeroką kategorię życia. Natomiast czysty ekolog jest bardzo często człowiekiem zamkniętym na taką wizję, a w wielu przypadkach również człowiekiem bez relacji z Bogiem. Ekologia stała się jakimś rodzajem religii. W konsekwencji, jeśli ochrona stworzenia była odbierana, jako odpowiedzialność ludzi wierzących za przyrodę (w tym także za człowieka), nagle ekologia staje się nowym wyzwaniem wiary. A teraz stała się ona ponadto jakby wyznacznikiem godności człowieka, jakby samego człowieczeństwa – jesteś (prawdziwie) człowiekiem, jeśli jesteś ekologiczny. Wielu sądzi więc, że jedynie ekolodzy, ludzie zajmujący się ochroną przyrody, byliby ludźmi o sercu wrażliwym, pełni troski o przyszłość i dobro ludzkości. Ekologiczny byłby więc lepszy od tego, który za ekologicznego się nie uważa albo nie uważa wystarczająco mocno. Chce się wypromować ekologię, jako wartość samą w sobie, pewnego rodzaju wierzenia (religii), które winno regulować moje postawy, mój sposób życia, myślenia, odczuwania, codzienne wybory...


- Dlaczego współczesny człowiek przestał traktować środowisko naturalne jako Dzieło Stwórcy? 

- Tak, jak już powiedziałem wcześniej, to co stało się w świecie po epoce Oświecenia, to co uznano za dobre, to jest pewnego rodzaju zysk. Zatem nasz stosunek do przyrody jest warunkowany zyskiem. Zarówno kiedy ją wykorzystuję, jak też wtedy, kiedy się nią opiekuję. Nasza relacja ze światem zewnętrznym stała się relacją zysku i strat. Kategorie myślenia człowieka współczesnego, opierają się na kalkulacji: co i ile będę z tego miał? Albo co mogę stracić i za jaką cenę?


- Co zastąpiło chrześcijanom właściwy dawnemu człowiekowi zachwyt nad tajemnicą stworzenia? 

- Powrócę do tego, że myśmy zatracili całościowe rozumienie życia - życia, które ma w sobie również tajemnicę. Stało się to dlatego, ponieważ tendencja oświeceniowa, jej rewolucja naukowo-techniczna, wzięła sobie za zadanie wyjaśnienie wszystkich tajemnic. Podejście do rzeczywistości poprzez pryzmat tajemnicy, rodziło zawsze pewnego rodzaju zachwyt i szacunek. Pewien rodzaj ostrożności, pewien rodzaj zdziwienia, ale też pewien rodzaj lęku i respektu. Kiedy z naszego współczesnego sposobu myślenia znikło poczucie tajemnicy, na jego miejsce przyszła mechanika i świadomość, że ja mogę manipulować. W kontekście kryzysu w przyrodzie, pojawiło się myślenie o tym, co muszę naprawić, jakie ewentualnie klocki poprzesuwać, żeby wszystko znowu zaczęło funkcjonować, jak dawniej. Ale manipulacja przyrodą znaczy zaś tyle, że nie pozwala się jej zaistnieć taką, jaka jest i do czego powołał ją Stwórca. Zapomina się też, że zawiera one siły, które pozwalają się jej odradzać, wykorzystując własną energię. Kiedy natomiast zaczyna nią manipulować, kiedy ustawia ją w taki sposób, w jaki w swojej ignorancji lub egoizmie, uważa za właściwy, dokonuje wówczas dokonuje na niej swoistego gwałtu. Myślę, że w postawie człowieka do przyrody, postawie typowej dla osoby wierzącej, tkwi przeświadczenie, że z kimś się komunikuje, kto jest wprawdzie niewidoczny dla oczu, ale czytelny dla serca. Taka postawa rodzi respekt również do ludzi, nie tylko do roślin czy zwierząt. Należy zauważyć, że bardzo często do grona tzw. ekologów należą osoby, które wcześniej przyrodę wykorzystywały bogacąc się w sposób nieumiarkowany i nierozsądny, prowadzący do dewastacji środowiska. Teraz, kiedy się już się materialnie nasycili i stali się bogaci, zabraniają tego samego ludziom biednym, którzy teraz się bogacą. Dlatego postawa czysto względem przyrody racjonalna rodzi poczucie niesprawiedliwości. Dlaczego skoro wyście zatruli środowisko, my nie możemy żyć w bogactwie? – zdają się mówić współcześni biedni. Kiedy dawni rolnicy uprawiali ziemię, ich stosunek do niej, bardzo często był opiekuńczy, wprost matczyny. Uprawiali ziemię po to, aby przeżyć. Oni była żywicielką ich samych i ich dzieci itd. Dziś jest inaczej, nie robią tego, żeby przeżyć, ale żeby się wzbogacić. Teraz relacja, która miała dać możliwość przeżycia, stała się w zamyśle relacją wyzyskującą. Co jeszcze można z tej Ziemi wycisnąć, aby zdobyć więcej pieniędzy? Relacja partnerska, stała się relacją pana i sługi – hierarchiczną.


- Duża część katolików nie wie, że troska o przyszłość Ziemi była udziałem nie tylko Papieża Franciszka, ale też Jana Pawła II i Benedykta XVI. Z czego to wynika? 

- Z braku czytania. Współcześnie problemy środowiska narastają. W czasach, w których żył Jan Paweł II, były inne sprawy, np. natury społecznej, politycznej czy ideologicznej. Wtedy jego przesłania ekologiczne nie docierały tak mocno do odbiorcy jak dziś. Jan Paweł II często w swoich przemówieniach, mówił o pięknie Ziemi i o tym, że człowiek ma możliwość rozpoznawania piękna, a także nosi odpowiedzialność za to. Piękno jest wezwaniem do transcendencji i zarazem drogą wejścia w przestrzeń tajemnicy. Jeżeli nie odrzucimy myślenia wyzyskiem, to wtedy będzie nam bardzo trudno, prawie niemożliwie, odzyskać właściwy stosunek do przyrody, która nie jest ani naszą służką, ani macochą, ale jest ofiarowana przez Stwórcę jak mówi nasza wiara. Abyśmy mogli uprawiając ją i doglądając otworzyć się na realizację dobra bez nadwerężenia i niszczenia jej. W sytuacji w jakiej się znaleźliśmy, odkryliśmy, że nasz stosunek do przyrody, ma negatywne konsekwencje nie tylko dla nas, ale i dla przyszłych pokoleń, co jest o wiele ważniejsze niż los nas samych. To jest właśnie ta kwestia umiaru.   



- Jaki jest odbiór społeczny „Brewiarza Ekologa”?

- Bardzo pozytywny. Są osoby, które mówią, że czytają go codziennie. Ukazał się w języku polskim, angielskim, a teraz we włoskim. Jestem autorem tylko części tekstów. Chciałem pokazać, że troska o przyrodę to nie jest wymysł XXI w. Odkrywanie jej piękna i dobra, koniecznych dla tego życia, istniało od początku, od czasów Starego Testamentu.



- Od czego musimy rozpocząć przemianę naszej postawy względem środowiska naturalnego? 

- Odpowiedzi na to pytanie jest wiele. Człowiek musi nauczyć się obcować z przyrodą. Myślę, że człowiek może rozpocząć przemianę jeśli odkryje przyrodę, jako środowisko swojej formacji. Kiedy zacznie podglądać przyrodę, dostrzeże w niej ofiarność i bezinteresowność. Przyroda nigdy nie chowa swoich darów dla siebie, uczy ciągłej odnowy. W tym kierunku prowadzi „Brewiarz Ekologa” – żeby odkryć w przyrodzie środowisko woli Boga, a nie odbierać jej tylko poprzez chęć zysku, czy zagrożenia. Należy widzieć ją na pierwszym miejscu jako przestrzeń mojej duchowej formacji, mojej relacji z innymi ludźmi, partnera w przeżywaniu czasu. Wiara mówi, że wszystko pochodzi od Pana.


Wywiad ukazał się w Tygodniku "Idziemy", nr 40/2019, dn. 1 października 2019.

poniedziałek, 20 stycznia 2020

Hulaj noga, kary nie ma


Pojawiły się na chodnikach polskich miast, praktycznie z dnia na dzień. Nie było wcześniejszych konsultacji społecznych, ani regulacji prawnych. Mimo tego szybko poruszające się hulajnogi elektryczne, zdobyły równie szybko - popularność. Dziś już wiadomo, że wcale nie są takim bezpiecznym środkiem transportu, a ich walory ekologiczne, budzą kontrowersje.


Jedno hulajnogom trzeba przyznać: to zdecydowanie cichy środek transportu. Można nawet powiedzieć: zbyt cichy. Nie posiadają dzwonka, ani klaksonu, zatem trudno zorientować się, że za nami mknie z prędkością 30 km/h, amator dwóch kółek. Pół biedy, gdy tylko się spieszy. Gorzej, kiedy jedzie na przysłowiowym „podwójnym gazie”. Korzystanie z hulajnóg pod wpływem alkoholu, to problem nie tylko Warszawy. W Monachium policja codziennie melduje ok. 20 przypadków jazdy w stanie nietrzeźwym. W stolicy jest już prawie 5 tys. tych jednośladów. Można spotkać je praktycznie wszędzie. Często zostawione na środku drogi, czy wprost rzucone, potęgują i tak już duży bałagan w mieście, a do tego stanowią niebezpieczeństwo. Przysypane śniegiem, są trudne do zauważenia, zwłaszcza przez osoby starsze i niedowidzące.  Kontrowersje budzi też trwałość materiału, z jakiego zrobione są hulajnogi, a także baterie. Bywa, że już po kilku miesiącach, sprzęt nie nadaje się do użytku. Z czasem utylizacja elementów, stanie się poważnym problemem. 


Pieszy na dwóch kółkach
Policja nie prowadzi statystyk odnośnie incydentów z udziałem hulajnóg elektrycznych, ale na podstawie danych ze szpitali widać, że problem narasta. Już oficjalnie mówi się o tym, że nowa moda zbiera większe żniwo, niż zimowa gołoledź. Rzecznik prasowy Komendy Głównej Policji, insp. Mariusz Ciarka, zapytany o definicję nowego środka transportu, wyjaśnił, że Policja nie jest instytucją ani powołaną, ani uprawnioną do udzielania wiążącej interpretacji przepisów, czy informacji o obowiązujących regulacjach prawnych, zwłaszcza gdy zapytania dotyczą spraw hipotetycznych.
- Jednocześnie służąc pomocą informuję, że zgodnie z obowiązującymi przepisami zawartymi w ustawie „Prawo o ruchu drogowym”, hulajnoga nie jest wyszczególniona jako pojazd – powiedział Mariusz Ciarka - Zatem osoby poruszające się na hulajnogach, deskorolkach, wrotkach czy rolkach, należy traktować jako uczestników ruchu określonych w art. 2 ust. 18 PoRD. Nadmieniam, że Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej w artykułach 87 – 94 zawiera zamknięty katalog źródeł prawa i nie ujmuje w nim prawa precedensu, zatem Policjanci podchodzą do każdej interwencji w sposób indywidualny, zgodny z obowiązującymi przepisami. 
Te zaś, nie nakładają obowiązku zbierania tak szczegółowych danych przez jednostki Policji, nawet dla potrzeb GUS.
- Dlatego nie prowadzimy statystyk dotyczących zdarzeń drogowych z podziałem na hulajnogi elektryczne – dodał rzecznik prasowy.



Dla kogo chodnik
O ile hulajnoga elektryczna, jest realnym, szybkim i jak się okazuje wcale nie tak bezpiecznym środkiem transportu miejskiego, a nie traktuje się jej jak pojazd, o tyle definicja chodnika i jego funkcji, nikomu nie nastręcza problemów. „Prawo o ruchu drogowym”, nie pozostawia wątpliwości – chodnik to część drogi, przeznaczona do ruchu pieszych. Główną funkcją chodników jest oddzielenie poruszających się po nim osób od transportu kołowego na drodze, co pociąga za sobą zapewnienie im bezpiecznej i wygodnej komunikacji. Zgodnie z ustawą, wzdłuż chodnika nie można jeździć żadnym pojazdem kołowym. Wydawać by się mogło, że wszystko jest jasne i hulajnoga, a tym bardziej elektryczna, już z racji konstrukcji nie powinna mieć wstępu na chodnik. Nic bardziej mylącego. Ministerstwo Infrastruktury na razie tylko sygnalizuje konieczność prawnych regulacji. Niestety, mimo zapowiedzi projekt takiej ustawy, nadal nie wpłynął do Sejmu. Pieszemu pozostaje póki co wzmożona ostrożność, choć nie jest to łatwe na chodniku, którego część zajmują albo samochody, albo słupki, a nierzadko też kawiarniane stoliki i krzesła. Jeśli dodamy do tego zabłąkany rower miejski, sunący slalomem pomiędzy przechodniami, łatwo wyciągniemy wnioski, że przestrzeni dla pieszych coraz bardziej ubywa.


Uwaga na zdrowie!
W czasach redukcji połączeń komunikacji miejskiej i wysokich cen za bilety, szukanie alternatywnych środków transportu, staje się koniecznością. Tym bardziej, że autobusom stojącym w korkach, daleko do punktualności, a jakość składów, często czyni z podróży drogę przez mękę. W takim układzie tzw. rower miejski, zrobił zasłużoną karierę. Po nim, w listopadzie 2018 r. przyszedł czas na hulajnogę elektryczną. Po niespełna roku, w stolicy już 5 firm oferuje te jednoślady. Kto korzysta z nich najczęściej? Dziewięćdziesiąt procent osób, poruszających się na e-hulajnogach, to osoby do 30 r. życia. W przeciwieństwie do roweru, czy rolek, hulajnoga elektryczna zmniejsza aktywność fizyczną, trudno więc nazwać ją zdrowym środkiem transportu. Tym bardziej, że przeszkody, które rower pokona z łatwością, dla jadącego na mało stabilnej i posiadającej słabsze hamulce hulajnodze, mogą skończyć się w szpitalu. Chirurdzy z SOR-ów, przyznają, że odkąd w przestrzeni miejskiej pojawiły się elektryczne jednoślady, mają dużo więcej pracy, niż podczas zimowej gołoledzi. Światowe dane dają do myślenia. W Los Angeles, tylko na przełomie 2017 i 2018 r. do szpitali trafiło 249 osób na skutek obrażeń będących wynikiem jazdy na e-hulajnodze.
Marcin Chlewicki ze Stowarzszenia Miasto Jest Nasze, które opracowało zbiór 5. reguł dla użytkowników e-hulajnóg oraz tzw. dekalog operatora, zwraca uwagę na wyniki badań nad relacją prędkości do natężenia obrażeń.
- Dlatego postulujemy o fabryczne ograniczenie prędkości do 20 km/h, którego usunięcie w jakikolwiek sposób, np. poprzez zmianę oprogramowania, stanowić będzie przestępstwo zgodnie z art. 306 KK, oraz bezwzględne ograniczenie prędkości do 7 km/h na chodnikach.



Niemieckie rozwiązania
U naszych zachodnich sąsiadów, dyskusje na temat elektrycznych hulajnóg, nie milkną. Dotyczą one zarówno teraźniejszości jak i przeszłości. Zanim pojazdy te pojawiły się na drogach rowerowych, musiały zostać oficjalnie dopuszczone do ruchu. Przed rozporządzeniem z dn. 15 czerwca 2019 r. można było jeździć nimi wyłącznie po prywatnych drogach i placach. Wykluczono możliwość poruszania się po chodnikach i deptakach, a maksymalną prędkość elektrycznych jednośladów, ustalono na 20 km/h. Pierwotnie niemieckie Ministerstwo Transportu, proponowało, aby hulajnogi poruszały się po chodnikach z prędkością do 12 km/h, ale odstąpiono od tego pomysłu. Po pierwszych poważnych wypadkach, niektórzy operatorzy zapowiedzieli wprowadzenie automatycznego ograniczenia prędkości jednośladów do 5–6 km/h na obszarze wykorzystywanym przez hulajnogi i pieszych. Minimalny wiek użytkownika hulajnogi, powinien wynosić 14 lat, a sam pojazd musi posiadać dzwonek i ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej. Stowarzyszenie Miasto Jest Nasze, opierając się na doświadczeniach innych państw, własnych obserwacjach oraz sygnałach od mieszkańców, przygotowało swoje propozycje dla Ministerstwa Infrastruktury.


Polskie rozwiązania
MJN, postuluje m.in.: aby za korzystanie z przestrzeni publicznej w ramach działalności komercyjnej firmy wynajmujące hulajnogi, płaciły 8 zł dziennie za każdy zarejestrowany pojazd. Ta opłata trafi do budżetu zarządcy drogi i pokryje koszty obsługi systemu przez władze samorządowe. Samorządy mogą samodzielnie ustalić dzienną stawkę za pozostawienie hulajnogi na wynajem w przestrzeni publicznej do wysokości 0,5% płacy minimalnej za każdy pojazd. Operatorzy muszą posiadać podmiot zarejestrowany w Polsce (w formie spółki lub oddziału przedsiębiorcy z siedzibą w UE). Operatorem może być tylko podmiot o odpowiedniej wiarygodności finansowej. Obowiązkowa fiskalizacja (VAT) oraz rejestracja transakcji dotyczących wynajmu na terenie RP – rachunek lub faktura. Obowiązkowy rejestr hulajnóg na wynajem zapewni przejrzystość działania operatorów. Świadczenie usług wyłącznie w oparciu o maksymalnie 12-miesięczną umowę regulującą jakość usług zawieraną z władzami samorządowymi, której złamanie byłoby obarczone karami umownymi oraz możliwością natychmiastowego rozwiązania. To tylko niektóre z rozwiązań proponowanych przez Miasto Jest Nasze. Na ich podstawie widać, o czym zapomniały osoby zezwalające na użytkowanie hulajnóg w polskich miastach. A braki od strony prawnej, skutkują niezasłużonym uprzywilejowaniem nowego środka transportu. Narażają też na niebezpieczeństwo ludzkie życie. Czas to zmienić.


Tekst ukazał się w Tygodniku "Idziemy", dn. 3 września 2019 r. (36/2019)

środa, 11 września 2019

Pomalowane przez Matkę Naturę - Zmrocznik wilczomleczek


Długo mnie tu nie było. Z różnych względów. Ale nie biję się w piersi, bo z moim blogiem, czy bez - Człowiek i tak gotuje Ziemi piekło.
Choć temat ekologii jest ostatnio "trendy", patrzę na to, co się dzieje wokół mnie, słucham o tym, co dzieje się na innych kontynentach i ... ręce mi opadają. Czy jest sens pisać cokolwiek (nie tylko na blogach, bo takie same smutne refleksje mam względem prasy), skoro Człowiek - jego narastająca chciwość i zanikająca odpowiedzialność - nie dają wielkiej nadziei na mądre zmiany w naszym rozumieniu wspólnego dobra, jakim jest Ziemia?



Dlatego dziś, by nie zadręczać się tym, czego nie mogę (póki co) zmienić - coś lżejszego. Fotograficzny plon pewnego sierpniowego popołudnia...


W środku lasu, tuż przy drodze spotkałam pokaźne stadko (7 sztuk) pstrokatych gąsiennic. Ich gabaryty, były  trudne do przeoczenia ;-)



Poruszały się szybko i jeszcze szybciej pochłaniały na mych oczach... wilczomlecz. Nic dziwnego. Miałam szczęście spotkać pięknie pomalowane przez Matkę Naturę -  gąsiennice Zmrocznika Wilczomleczka (Hyles euphorbiae)! Ten efektowny wieczorny, różowo - oliwkowy motyl, latający od połowy maja do połowy lipca, w Polsce jest wciąż dość pospolity. Jego gąsiennice żerują od lipca do września, (nie tylko na różnych gatunkach wilczomlecza, ale też fuksji) i przepoczwarzają się w październiku. Poczwarki zimują na ziemi lub w ziemi, do maja.


Czyż Zmroczniki w tej postaci, nie są piękne? Kto z nas potrafiłby wymyślić te barwy i wzory? ;-).....