środa, 16 stycznia 2019

Kultura przesytu


Choć coraz bardziej spektakularnie walczymy z narastającą epidemią otyłości, czemu służą liczne poradniki, diety oraz potężny rynek cudownych suplementów, jednocześnie oswajamy ten stan na wielu płaszczyznach. Trudno się dziwić. Modne od pewnego czasu promocje: „Kup więcej za mniej”, z pewnością nie są sprzymierzeńcem redukcji wysokiej wagi.


Dane Instytutu Żywności i Żywienia są zatrważające: „Wg gromadzonych przez IŻŻ danych i opinii eksperckich, tempo wzrostu epidemii otyłości w Polsce nie zwalnia, a nawet przybiera na sile. Zjawisko to przeraża nas, lekarzy i dietetyków, zwłaszcza, że wzrost ten dotyczy także najmłodszych. Dlaczego stale przegrywamy? Czy jesteśmy naprawdę skazani na porażkę? Co musi się jeszcze zadziać, by wprowadzić powszechnie sprawdzone przez Instytut programy profilaktyki? Tym zagadnieniom poświęcimy IV Narodowy Kongres Żywieniowy – ogólnopolskie spotkanie ekspertów, praktyków i pasjonatów” – zapowiada Prof. dr. hab. Mirosław Jarosz, Dyrektor Instytutu Żywności i Żywienia, pomysłodawca wydarzenia, które odbędzie się w dniach 25-26 stycznia 2019 r.

Otyłość się opłaca?

Od kilku lat wmawia się społeczeństwom tyjącym, że narastającej epidemii otyłości nie można już pokonać. To zmiana strategii sprzed dekady, kiedy różne środowiska przekonywały nie tylko zainteresowanych, że odpowiednia dieta i ćwiczenia, nawet z najbardziej puszystych gabarytów, zrobią figurę modelki. Poniekąd ta nadzieja jeszcze drzemie w każdym z nas, kiedy sięgamy po różne reklamowane suplementy. Choć i w tym przypadku, zachowujemy coraz częściej konsumencką ostrożność… Pewnie dlatego producenci prześcigają się w fortelach, które mają wiarygodnie skłonić do kupna danego wyrobu - żonglują pojęciami, zacierają granice. Pod pretekstem ochrony wątroby, „przemycają” specyfik mający na celu redukcję tkanki tłuszczowej. Reklama gwarantuje spadek wagi jako… efekt uboczny. Rozchichotane panie ręczą za sukces, a co na to konsument? Konsekwentnie konsumuje. W 2017 r. padł w Polsce rekord sprzedaży tzw. wyrobów/substancji medycznych – wynosząc 4 mld zł. Co roku wzrasta o 8 %. Wiele z tych środków ma pomagać w redukcji zbędnych kilogramów. Jaki jest tego efekt, wystarczy porozmawiać z lekarzami. Z roku na rok zgłasza się do nich więcej pacjentów cierpiących na nadwagę i otyłość, a wraz z nimi – liczne choroby. Każdy z nich, przetestował cierpliwie przynajmniej jeden „wyrób medyczny”. Bez skutku.

Żywność w rozmiarze XXL

Każdy zgodzi się z tym, że nadwaga to problem współczesnej epoki. Ale zdania na temat, czy wynika, ona z jakości konsumowanego jedzenia, czy po prostu jego nadmiaru, są podzielone. Jedno jest pewne - co trzeci polski ośmiolatek, ma nadwagę lub otyłość. Badania dowodzą niezbicie, że ci, którzy spożywają kilka przekąsek w ciągu dnia, zjadają wraz z nimi ok. 1000 kcal więcej niż osoby żywiące się w sposób tradycyjny. Rocznie daje to ćwierć miliona niepotrzebnych kalorii na osobę. Sprawdza się stara, niezawodna metoda ograniczenia wagi, czyli mniejsze porcje. Ale jak to zrobić, skoro na każdej sklepowej półce spotykamy mleko w rozmiarze XXL, batoniki, większą paczkę z wędliną, czy chipsy? Te ostatnie same w sobie uważane są za żywność niezdrową i sprzyjającą nadwadze. Duże opakowania, dodatkowe gramy, to jeszcze połowa kłopotu. Ostatecznie nie wszystko trzeba zjeść na raz. Najbardziej negatywne efekty niosą te najnowsze marketingowe mody – kup więcej za mniej. I tak konsument staje przed nieuczciwym wyborem: Kup 4 opakowania, w cenie 3. Po szybkiej kalkulacji, z której wynika, że w takim układzie zachowamy kilka złotych więcej w portmonetce, bierzemy większą ilość, nawet jeśli nie damy rady tego zjeść. Oszczędność tylko pozorna, ale kolejni producenci żywności i sieci handlowe, bazując na naszej zachłanności, prześcigają się w podobnych promocjach.


Polubiliśmy otyłość?

Odzież w rozmiarze XXL, to już nie wszystko. Nawet ikona piękna, karykaturalnie szczupła i nienaturalna – lalka Barbie – otrzymała po raz pierwszy od 1959 r. tzw. ciało „curvy”. Pełne uda, masywny tułów niemal pozbawiony talii, zachwyciły zarówno dziewczynki, jak i kolekcjonerów. Wiele środowisk zakrzyknęło: Oto wreszcie mamy do czynienia z normalną, kobiecą figurą! W Polsce z problemem nadwagi lub otyłości zmaga się obecnie 67,3% dorosłych mężczyzn i 53% dorosłych kobiet. Na podstawie danych krajowych, przewiduje się wzrost występowania nadwagi lub otyłości - u 2/3 populacji nie dalej jak do 2030 r. Alarmującym jest fakt utrzymywania się tendencji wzrostu nadwagi i otyłości wśród polskich dzieci, zaliczanych od blisko 10 lat do najszybciej tyjących w Europie. Pulchne celebrytki i celebryci, to także jeden z dzisiejszych trendów. Już nie trzeba mieć filigranowej figury, by prezentować swoje wdzięki w telewizji, czy prasie kolorowej. W pewnym sensie nadwaga staje się trendy. Tym bardziej, że przecież ma być stanem nieredukowalnym i nieuniknionym we współczesnej kulturze przesytu. 

Liderzy wysypisk

Dowolny sklep wielkopowierzchniowy w sobotni wieczór. Rząd konsumentów stoi cierpliwie w długim ogonku do kasy. Głębokie wózki na kółkach, są wypełnione z górką. Zgrzewka napojów, zgrzewka mleka, słodycze, dwie siatki owoców, dziesięć serków, tyle samo jogurtów, stos paczkowanych mięs i wędlin. Wojna? Wesele? Nic z tych rzeczy. To tylko widmo niedzieli wolnej od handlu. Na świecie 793 miliony ludzi cierpi z powodu niedożywienia. Rocznie aż 12 mld zwierząt trafia do kosza, w tym 2 mld w krajach UE, tylko dlatego bo minął termin ich przydatności do spożycia. Zupełnie, jakby jakieś zwierzę żyło tylko po to, aby docelowo znaleźć się na wysypisku, a wraz z nim czyjś wysiłek i koszt włożony w hodowlę. Bezpowrotnie i niepotrzebnie traci się w ten sposób również wodę użytą w procesie produkcji. 88 mln ton – to ilość żywności, która marnuje się każdego roku w państwach Unii Europejskiej. Daje to 173 kg na osobę. Polska jeszcze 30 lat temu borykająca się ze stanem wszechstronnych niedoborów, znajduje się na piątym miejscu tej niechlubnej listy. Przed nami są: Estonia, Cypr, Belgia i Holandia. Warto o tym pomyśleć, zwłaszcza teraz w wirze świątecznych zakupów, by już za kilka dni, nie opróżniać lodówki z przeterminowanej żywności.   


Tekst, w wersji skróconej, ukazał się w "Gazecie Polskiej Codziennie", numer 2224 - 10.01.2019

środa, 9 stycznia 2019

Bezsensowne marnotrawstwo


W niejednej kulturze, drzewo iglaste uważane jest nie tylko za symbol życia, ale też za oznakę trwałości. Tej coraz trudniej szukać w bogacącym się społeczeństwie. Mam wrażenie, że co roku jest gorzej. Całkiem zielone choinki, lądują w altanach śmietnikowych krótko po Sylwestrze. Już 3 stycznia znalazłam zwał zieloności przy mojej altanie. Kto wie, może wyrzucono je zaraz po noworocznej zabawie? Nie zaglądałam tam wcześniej...
Jaki jest sens kupna drzewka, które średnio rosło 10 lat, by w naszym mieszkaniu postało raptem kilka dni???
W czasach mojego dzieciństwa, (a do Matuzalema jest mi naprawdę daleko), choinkę rozbierano wtedy, gdy sypały się kolki i spadały z niej bombki. A i tak, robiło się to z żalem. Że już jest po świątecznej radości i okolicznościowym wystroju pokoju. Że się skończyło i znowu trzeba czekać. Żal było nawet dorosłym...


Mieszkam na osiedlu, gdzie metraż pomieszczeń jest spory. Nie umywa się do przedwojennych, warszawskich klitek, przydzielanych łaskawie w formie komunałek, w latach PRL-u. Trudno więc uzasadnić takie marnotrawstwo brakiem miejsca...  
 Świerki srebrzyste, widoczne na fotografiach, mogą stać swobodnie nawet w ciepłym mieszkaniu 3-4 tygodnie. Ich cena wynosi od 50 do 130 zł. A jednak - pierwsze nie zachęca do szacunku i troski, drugie nie zniechęca do marnotrawstwa.