niedziela, 14 maja 2017

Szczury duże jak koty



Nie tylko mieszkańcy i najemcy lokali usytuowanych przy ekskluzywnym Trakcie Królewskim, borykają się ze szczurami miejskimi. Problem gryzoni, które potrafią osiągać wielkość młodego kota, dotyczy całego Śródmieścia. Warszawskie Biuro Ochrony Środowiska, nie koordynuje działań w zakresie deratyzacji.

Ulica Sienna, znajdująca się w starej części stolicy, jest kolejnym przykładem na to, do jakiego stopnia miasto nie radzi sobie ze szczurzym problemem. Samoistnemu rozmnażaniu się gryzoni sprzyja specyfika tego zakątka Warszawy: dużo starych kamienic i okolicznych pustostanów, a do tego lokale gastronomiczne. Wszystko to stanowi wymarzone warunki do egzystencji niechcianych czworonogów. Szczury biegają nie tylko po podwórkach w okolicach śmietników, ale są gośćmi na zapleczach tamtejszych sklepów. Wystarczy jeden gryzoń, aby wyrządzić straty w wysokości przynajmniej kilkudziesięciu złotych.  Najemcy lokali przyznają, że szczury gryzą towar, potrafią uszkodzić kilkanaście rzeczy na raz, a do tego brudzą. Trutki pozostają najskuteczniejszym rozwiązaniem, ale eliminacja szkodników nie odbywa się całkiem bezproblemowo. Jedna z osób, wynajmujących od kilku lat lokal użytkowy przy Siennej, zauważa:
-  Często upłynie wiele dni, zanim wreszcie poodsuwam wszystkie meble i po przykrym zapachu, znajdę martwe zwierzę. Największy szczur miał 40 cm, nie licząc długości ogona.
Biuro Ochrony Środowiska nie posiada danych, dotyczących liczby szczurów na terenie m.st. Warszawy. Jednocześnie informuje, że zgodnie z paragrafem 22 ust. 1 pkt 2 o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi z dn. 5 grudnia 2008 r. właściciel, posiadacz lub zarządzający nieruchomością są zobowiązani do utrzymania jej w należytym stanie higieniczno-sanitarnym w celu zapobiegania zakażeniom i chorobom zakaźnym. W szczególności powinien zwalczać gryzonie, insekty i szkodniki. Dlatego też deratyzacja leży w gestii administratora terenu.
W przypadku wielu posesji warszawskiego Śródmieścia, których stan prawny nie został uregulowany, administratorzy, nie poczuwają się do odpowiedzialności. W takiej sytuacji zawsze warto skierować zgłoszenie do Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej, która może nałożyć karę w postaci mandatu. W praktyce, często potrzebna jest wielokrotna interwencja, aby zmotywować do utrzymania porządku nieodpowiedzialnego administratora.   


„Gazeta Polska Codzienne”, Czwartek 04/05/2017, (1714) – „Dodatek Mazowiecki”

piątek, 12 maja 2017

Warszawskie Dni Recyklingu



Serdecznie zapraszamy wszystkich mieszkańców stolicy do udziału w Warszawskich Dniach Recyklingu, które odbędą się w sobotę, 13 maja br., w godzinach 10.00-14.00.
W każdej Dzielnicy (lokalizacje zamieszczono poniżej) mieszkańcy otrzymają sadzonki roślin (krzewów, kwiatów, ziół) w zamian za przyniesione odpady: „elektrośmieci”, plastik, metal, papier, szkło, baterie.
Przelicznik kuponów na sadzonki:
1 KUPON  = 1 sadzonka zioła;
2 KUPONY = 1 sadzonka kwiatu lub byliny;
3 KUPONY = 1 sadzonka krzewu.

 
Lokalizacje Wydarzenia w Dzielnicach:
- Bemowo - przed Urzędem Dzielnicy, ul. Powstańców Śląskich 70;
- Białołęka - przy Urzędzie Dzielnicy, ul. Modlińska 197;
- Bielany - Park Olszyna, ul. Gąbińska (przy studni wody oligoceńskiej);
- Mokotów - zatoka parkingowa przy ul. Piaseczyńskiej/Idzikowskiego, koło Parku Arkadia;
- Ochota - targowisko „Zieleniak”, ul. Grójecka 97;
- Praga - Południe - parking przy Urzędzie Dzielnicy, ul. Grochowska 274;
- Praga - Północ - parking przy Urzędzie Dzielnicy, ul. ks. J. Kłopotowskiego 15;
- Rembertów - parking przy Urzędzie Dzielnicy, al. Gen. A Chruściela 28 (od strony ul. Konwisarskiej);
- Śródmieście - parking przy Urzędzie Dzielnicy, ul. Nowogrodzka 43;
- Targówek - parking przy Urzędzie Dzielnicy, ul. Kondratowicza 20;
- Ursus - parking przy Urzędzie Dzielnicy, Pl. Czerwca 1976 r. nr 1;
- Ursynów - parking przy Urzędzie Dzielnicy, al. K.E.N. 61;
- Wawer - parking przy Urzędzie Dzielnicy, ul. Żegańska 1;
- Wesoła - przy Urzędzie Dzielnicy, ul. 1 Praskiego Pułku 33;
- Wilanów - przy Urzędzie Dzielnicy, ul. Klimczaka 2;
- Włochy -  parking przy Urzędzie Dzielnicy, al. Krakowska 257;
- Wola  - parking przy Urzędzie Dzielnicy, Al. Solidarności 90;
- Żoliborz - parking przy Urzędzie Dzielnicy (od strony ul. Słowackiego 6/8).

 
  1. Wymiana odpadów na sadzonki roślin następuje poprzez:
a)    przeliczenie na kupony liczby lub masy odpadów dostarczonych przez mieszkańców m.st. Warszawy w trakcie WDR, zgodnie z postanowieniami pkt. 5 oraz
b)    zamianę otrzymanych kuponów na sadzonki roślin, zgodnie z postanowieniami pkt. 7.
  1. Przelicznik odpadów na kupony:
SZKŁO OPAKOWANIOWE
10 sztuk  = 1 KUPON

PLASTIK/METAL
 10 sztuk  = 1 KUPON

PAPIER
1 pudełko = 1 KUPON
Wymiary pudełka:
szer. 30 cm x dł. 45 cm x wys. 25 cm
zużyty sprzęt elektryczny i elektroniczny
Mały sprzęt (np. suszarka, mikser) = 1 KUPON
Średni sprzęt (np. mikrofala, telewizor, odkurzacz, komputer) = 2 KUPONY
Duży sprzęt (np. lodówka, pralka) = 3 KUPONY
Za kable kupony nie będą przyznawane

BATERIE
20 szt. = 1 KUPON

Niewymienione w Regulaminie odpady nie podlegają wymianie na kupony
  1. Jedna osoba może otrzymać maksymalnie 7 kuponów.
  2. Przelicznik kuponów na sadzonki roślin:
1 KUPON  = 1 sadzonka zioła;
2 KUPONY = 1 sadzonka kwiatu lub byliny;

3 KUPONY = 1 sadzonka krzewu.

sobota, 22 kwietnia 2017

Dzień Ziemi


W Dniu Ziemi, chciałabym z uporem straceńca, życzyć najbardziej ekspansywnemu gatunkowi planety (CZŁOWIEKOWI): więcej pokory, przebłysków rozumu, krztyny empatii i zwolnienia tempa w wyścigu ku autodestrukcji.
A samej Ziemi?
Przetrwania.
Z człowiekiem, lub bez NIEGO...








poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Szczury – nowa wizytówka stolicy


Zaplecze najdroższej ulicy w Warszawie. Ściany budynków pomazane sprayami. Wzdłuż trawnika rząd kilkunastu śmietników, stojących w śmierdzących kałużach. To jednak nie odstręczający fetor jest największym problemem, ale stada dobrze odżywionych szczurów. Kiedy władze stolicy wreszcie zauważą zagrożenie?


Już nie gołębie, ale szczury, mają szansę stać się wizytówką Warszawy. Wiosną od zmierzchu do świtu, a latem przez całą dobę, przemykają podwórkami, nie niepokojone przez nikogo. Są na tyle ośmielone, że turyści i stali bywalcy śródmiejskich knajp, robią sobie wśród nich zdjęcia. Ekspansji szczurów, sprzyjają stosy śmieci wyrzucane przez lokale gastronomiczne oraz brak zorganizowanej walki z problemem. Dodatkowo ze Śródmieścia poznikały niemal wszystkie koty, w ramach prowadzonej przez władze miasta akcji mającej na celu zmniejszenie bezdomności zwierząt. Te nieliczne, które pozostały na wolności, nie mają już zdolności reprodukcyjnych, więc szczury mogą czuć się zupełnie bezpiecznie.     
Pod rządami Hanny Gronkiewicz - Waltz, najbardziej reprezentacyjna ulica stolicy -  Nowy Świat - przerodziła się w zagłębie rozrywki. Na jej zapleczu tak, jak w przypadku odcinka pod numerem 27, gdzie dodatkowo lokale gastronomiczne znajdują się wewnątrz podwórek, kończy się drogi blichtr. Smród, owady i szczury, to codzienność nie tylko tego fragmentu miasta. Zdeterminowani najemcy lokali zwrócili się w ubiegłym roku z prośbą o wyznaczenie miejsca i wyrażenie zgody na budowę altany śmietnikowej do Zakładu Gospodarowania Nieruchomościami w Dzielnicy Śródmieście. Niestety, otrzymali odmowę ze względu na fakt, że dany teren jest własnością Skarbu Państwa. Natomiast Biuro Mienia i Skarbu Państwa Urzędu m.st. Warszawy, poinformowało, iż zajmie stanowisko w sprawie, dopiero po wyjaśnieniu stanu formalno-prawnego nieruchomości. Wygląda więc na to, że póki co szczury mogą spać spokojnie, a goście oraz pracownicy lokali, dalej będą oglądać śmietniki i oddychać powietrzem, które z pewnością nie dodaje zdrowia.  
- Prawdopodobnie, gdzieś na tym trawniku szczury mają swoje gniazdo – usłyszałam w jednej z knajpek – Wychodzą pod wieczór, nie boją się ludzi. Jest ich pełno przy śmietnikach.
- Łażą stadami po całym podwórku – usłyszałam w drugim miejscu.
            Nowy Świat 27, to tylko wierzchołek szczurzego problemu stolicy.   

"Gazeta Polska Codziennie", 10/04/2017 (1696) - "Dodatek Mazowiecki" 





niedziela, 2 kwietnia 2017

Przeszkadzało?


Wątpię. Łąki w Jabłonnie, z jednej strony pochłonęło ekspansywnie rozrastające się osiedle, z drugiej, zarastają je drzewa i krzewy. A jednak od przeszło 5. lat, mimo licznych zmian, to nadal moje ulubione miejsce spacerów i wypraw fotograficznych, gdy chcę uchwycić inny plener niż leśny. Mam też swoje zakątki i przyrodnicze obiekty do szybkiej fotografii. A raczej... miałam!


Groteskowe, że spośród tylu innych samosiejek o cienkich gałęziach, postanowiono zniszczyć akurat tę, którą najczęściej wykorzystywałam do lalkowych sesji o każdej praktycznie porze roku. Drzewo miało już pączki i budziło się do życia, ale od czasu wprowadzenia nowego prawa krajobrazowego, paradoksalnie zapanowało totalne bezprawie, niepojęta żądza cięcia wszystkiego, co ma gałęzie. I tak, nie obowiązuje ani zdrowy rozsądek, ani okres lęgowy ptaków. Piły w moich okolicach, chodzą permanentnie, zmieniając śliczne posesje w gołoborza, albo przydomowy las kikutów... Człowiek, kontra zieleń. Skoro nie mogę tego zmienić, staram się choć nie patrzeć. Głupota i agresja względem przyrody - w najgorszym wydaniu...    






poniedziałek, 20 marca 2017

Z miłości do pszczół...



            Dzięki pszczołom mamy 70 % produktów spożywczych na naszych stołach. Jeśli one  zginą, to w ciągu czterech lat, umrą również  ludzie. Marek Dudek z Chotomowa, Prezes Stowarzyszenia Nasze Pszczoły,  poświęcił tym wyjątkowym owadom swoje życie. Własną miłość pragnie wpoić młodym ludziom, a jednocześnie próbuje reaktywować dawne pszczelarstwo mazowieckie.      


- Ile czasu żyje pszczoła?
- W lecie do sześciu tygodni, pokolenie zimowe żyje do pół roku, trutnie do trzech miesięcy, a królowa do pięciu lat. To oczywiście ogólny model, ponieważ temat jest tak duży, że można poświęcić mu całą broszurę. 
- Jak daleko sięga historia pszczelarstwa na ziemiach Jabłonny i Legionowa?
- Pierwsze zapiski podają datę 1369. Wtedy to pszczelarze dostarczyli do biskupstwa w Płocku kilkanaście donic miodu. To już 700 lat udokumentowanego pszczelarstwa na tych terenach.
- Czym różniło się dawne pszczelarstwo od obecnego?
- Na początku istniały barcie dziane, czyli drążone w drzewach, które na wysokości piersi miały metr średnicy. Barcie umieszczało się od 8 do 22 metrów nad poziomem ziemi. Takie były wtedy bory i drzewa. Zagrożenie dla barci stanowiły niedźwiedzie, dlatego bartnicy musieli stosować zabezpieczenia np. w postaci kolców, przypominających te na dzisiejszych bronach polowych. Każdy bartnik posiadał swój znak bartny, który przechodził z pokolenia na pokolenie. Około XV w. zakazano dziania nowych barci, ponieważ było już znacznie mniej drzew; dodatkowo występowało zagrożenie pożarowe. Pierwsze ule ogrodowe, czyli takie jakie znamy po dziś dzień, pojawiły się dopiero w 1850r.   
- Myśli Pan o przywróceniu technik dawnego pszczelarstwa mazowieckiego…
- Dziś nie ma już drzew o takich średnicach pnia i podobnej wysokości, ale można próbować tworzyć barcie w klocach drewna. Wprawdzie to wymaga kilku tygodni pracy, lecz warto próbować, ponieważ miód pozyskany w ten sposób ma całkiem inny smak. Szczególnie na Kurpiach, ukierunkowują się na taki rodzaj pszczelarstwa. Obecnie szukam środków na rozwój projektu.
- W ubiegłym roku, stworzył Pan pasiekę edukacyjno-szkoleniową w Chotomowie. Do kogo adresowany jest ten projekt?  
- Ogród miododajny i pasieka są to projekty Stowarzyszenia Sympatyków Pszczelarstwa Nasze Pszczoły. Działanie kierujemy szczególnie do dzieci z klas III i IV, ale nie tylko. Warsztaty prowadzimy także w przedszkolach i za słuchaczami uniwersytetu trzeciego wieku. Inicjatywa już cieszy się dużym powodzeniem. Działka z pasieką, sąsiaduje bezpośrednio z lasem oraz ze Szkołą Podstawową w Chotomowie. Pasieka ma uczyć początkujących pszczelarzy wszystkiego, co niezbędne do założenia własnego ula w przydomowym ogródku. Natomiast u dzieci i młodzieży ma kształtować odpowiedzialność za środowisko, w którym żyjemy.
- Jakie ma Pan najbliższe plany edukacyjne?


- 21 marca br, chcę zaprezentować warsztaty pszczelarstwa w Niepublicznej Szkole Podstawowej im. Jana Pawła II w Legionowie. Przewiduję 3 bloki tematyczne po 45 minut. To będzie nietypowe spotkanie, jak na dzisiejsze warunki, bez komputera i rzutnika. Podczas tych warsztatów, dzieci będą mogły m.in. poznać szczegółową hierarchię panującą w ulu, zrozumieć relacje panujące pomiędzy pszczołami, odegrać w drobiazgowy i przemyślany sposób scenki rodzajowe na podstawie życia pszczół, nauczyć się sadzić kwiaty i skosztować naszych pysznych miodów. 


Tekst napisany na zamówienie "Gazety Polskiej Codziennie" - "Dodatek Mazowiecki", z dn. 18-19/03/2017. 

niedziela, 26 lutego 2017

Wyrzuć nowe, kup nowsze


Język ekonomii, stał się uniwersalnym językiem mówienia o wszystkim.  Opisuje klarownie, bez niuansów naszą relację ze światem materialnym i niematerialnym. Każde działanie ma więc „opłacać się”, „przynosić zysk”, „dać nam korzyść”.  Na takim gruncie narodziła się w ubiegłym roku kampania reklamowa jednej z sieci handlowych, pod hasłem: „Wyrzuć stare, kup nowe”.

I co w tym złego? Teoretycznie nic. Chyba, że „stare”, służy nam zaledwie od kilku miesięcy i robi to całkiem dobrze, a my już zachłannie rozglądamy się za udoskonalonym modelem. Współczesny człowiek coraz częściej pielęgnuje w sobie bezrefleksyjne przekonanie, że najnowsze jest znacznie lepsze niż nowe. Kampanie reklamowe i sami sprzedawcy w centrach handlowych zarzucają klienta wabiącymi sloganami: „opłaci się”, „zaoszczędzi czas i energię elektryczną”. Buduje to w nas mimowolnie postawę ciągłego przeliczania.

                                               Niezdrowy apetyt
Historia reklamy w Polsce, sięga XV wieku, ale dopiero w 1926r. uchwalono pierwszy akt regulujący działalność reklamową. W latach ’30 XX w. pojawiła się w Polsce reklama prasowa i kinowa. Sposób jej wyrazu, estetyka wizualna i językowa, oczywiście bardzo odbiegał od dzisiejszych standardów. Ale cel pozostał jeden – wszelkimi akceptowalnymi sposobami zachęcić konsumenta do zakupu. To nadrzędne posłannictwo reklamy nie uległo zmianie przez wieki. Ewoluowały za to sposoby prezentacji, narodziły się nowe miejsca, w których chcąc nie chcąc spotykamy reklamę. Zjawisko, które może budzić pewne kontrowersje to fakt, że reklama coraz częściej generuje w sposób sztuczny nie tylko nasze pragnienia i potrzeby, ale nakreśla nam „jedyny słuszny” styl życia. Z jej przesłania wyłania się następujące credo: „Chcesz być modny, zdrowy, zawsze uśmiechnięty – stosuj się do komunikatów reklamowych”. Niestety za takim przekazem nie kryje się żadna filozofia, ani faktyczna chęć podniesienia jakości życia, z wyjątkiem pobudzenia w nas niezdrowego apetytu na zakupy. A im więcej konsumujemy, tym szybciej skłaniamy producentów do doskonalenia technologii, motywujemy ich do kolejnych odkryć i wprowadzania na rynek nowych artykułów.

Bubel się opłaci
Kiedyś miarą jakości danej firmy, była trwałość jej produktów. Im dłużej funkcjonował zegarek, radioodbiornik, czy zwykły czajnik, tym lepiej świadczyło to o wykonawcy. Ten swoją rzetelnością, budował własną markę. Kilka razy w ostatnich latach zdarzyło mi się rozmawiać z osobami zajmującymi się naprawami różnych sprzętów: od pralek, po komputery. Wszyscy zgodnie przyznali, że obecnie umyślnie produkuje się rzeczy słabej jakości.
Współcześnie jedynie bardzo drogi sprzęt zanosimy do serwisu. W samych, coraz mniej licznych punktach naprawy, usłyszymy zazwyczaj, że szkoda czasu na reperację suszarki, lub czajnika elektrycznego. Niejednokrotnie brak też części zamiennych i oczywiście taki wysiłek zwyczajnie się nie opłaca, skoro można kupić nowe… Zatem i ludzkie sentymenty wobec tak określonych reguł konsumpcji, muszą niejednokrotnie powędrować wraz z zepsutą suszarką do kosza.      


- Dziś liczą się wyłącznie rosnące słupki sprzedaży i wdrażanie nowych technologii - zauważa pan Piotr (imię na prośbę rozmówcy zostało zmienione), pracownik salonu popularnej sieci RTV/AGD - Sprzęt psuje się średnio dwa do trzech miesięcy po upływie terminu gwarancji – potwierdza pan Piotr – Pół biedy jeśli znajdzie się w Polsce części. Ale zazwyczaj jest kłopot i najłatwiej wtedy kupić nowe. Zwłaszcza, że ceny ciągle idą w dół, a mamy teraz korzystne możliwości zakupów na raty. Po 1989r. chyba wszyscy zachłysnęli się możliwościami rynku. Osoby urodzone po tej dacie mają całkiem inne podejście. Dla mojego nastoletniego siostrzeńca roczny smartfon to już zabytek. Musi kupić nowy, żeby nie było towarzyskiego obciachu. Zresztą sprzęt po paru miesiącach jest już porysowany i popękany.

                                               Gdy liczy się coś więcej…
Pan Adam zajmuje się sprzedażą antyków przez internet. Jego ojciec prowadził kiedyś antykwariat w Warszawie.
- No, może to nie są takie całkiem antyki z definicji, bardziej starocie, vintage, często zwykły PRL – wyjaśnia – Zwłaszcza na przedmioty z tego ostatniego okresu, jest całkiem spore zapotrzebowanie, coraz więcej też wypływa ich na aukcje internetowe. Są to głównie zabawki, sprzęt gospodarstwa domowego, oświetlenie, ozdoby choinkowe, a nawet opakowania. Dużo ludzi zbiera takie rzeczy, ale wiele osób chce po prostu przywołać lata dzieciństwa, czy młodości. To jest etap, który każdy człowiek wspomina z sentymentem. Ponadto wbrew temu, co się kiedyś mówiło, wiele przedmiotów codziennego użytku z tamtego okresu, było solidnie zrobionych. Ponieważ prowadzę sprzedaż internetową, trudno mi powiedzieć, w jakim wieku są moi klienci, ale przypuszczam, że powyżej 40. roku życia. To jest ten czas, gdy zaczyna liczyć się coś więcej niż pogoń za nowym. Do głosu dochodzą też osobiste emocje i chęć nabycia czegoś oryginalnego, z jakąś historią.     
Do takich zakupów trzeba dojrzeć, albo mieć jakiś cel: kolekcję, potrzebę ochrony środowiska – na pewno są to zakupy wymagające od nas wiedzy, świadomości. Przy kupowaniu nowinek technicznych, cały wysiłek myślowy wykonuje za klienta sprzedawca w firmowym salonie, albo reklama w promocyjnej gazetce. Starocie reklamy nie potrzebują.   

                                                           Spodnie Jana
Aktualnie widać dwa ścierające się trendy, które ogarniają coraz szersze przestrzenie codziennego życia w społeczeństwach rozwiniętych, w tym także w Polsce: modę na minimalizm i masowo produkowane nowinki, oraz powrót do sprawdzonych rozwiązań. W przypadku aranżacji wnętrz, czy projektowania odzieży, ważną rolę zaczyna odgrywać recykling, popularne stają się kursy renowacji. Jednocześnie kryzys ostatnich lat, uzmysłowił ludziom, że stan posiadania, przerósł ich faktyczne potrzeby.
Pamiętam jak na początku lat ’90 ubiegłego wieku, norweski przyjaciel mojej rodziny, z dumą pokazał mi spodnie, które nosił już od 20. lat. Jako ówczesna nastolatka, dopiero zaczynałam odkrywać świat poza „żelazną kurtyną” i nie mogłam zrozumieć, czemu tak majętny człowiek naprawia starą odzież, skoro stać go na nową. Ale on pamiętał kryzys lat powojennych i wyniesiony z tamtych czasów, szacunek do przedmiotów. Nie przekonał mnie wtedy argumentacją, że cierpliwie konserwując jedno, może zaoszczędzić pieniądze na drugie. A przy okazji im mniej wyrzuca, tym bardziej dba o środowisko. Do takich spostrzeżeń, musiałam dorosnąć sama.   


Tekst napisany dla "Gazety Polskiej Codziennie" (nr 1645) z dn. 09.02.2017.