niedziela, 1 maja 2016
Pobuuudka!!!
Zazwyczaj poruszam tutaj tematy przykre i trudne, jeśli nie drastyczne. Dziś jednak robię mały przecinek, tak dla zaczerpnięcia oddechu. Tym razem pokażę Wam przyrodę bez ingerencji człowieka. Bo choć tegoroczna wiosna jest zimna i sucha, nie ma też do zaoferowania wielu dni wypełnionych słońcem, to jednak na każdym skrawku zieleni - od osiedlowego trawnika po łąki za miastem, można spotkać miniaturowe ogrody. Zwykłe pasy swobodnie rosnącej trawy na środku autostrady przy ul. Modlińskiej, na szczęście jeszcze przed koszeniem, mogą ucieszyć nasze oczy takimi formami i barwami!
Oby jak najdłużej, stopa człowieka omijała obudzoną do życia florę i pozwoliła rozwinąć się kolejnym gatunkom przycupniętym przy ziemi.
Liście, mniejsze niż zazwyczaj o tej porze, olśniewają dosłownie i w przenośni swą pierwotną świeżością. Czyż nie są zjawiskowe?
A to już ogródek mojej Babci przed jedną z warszawskich kamienic. Zaś w nim: migdałek, mahonia pospolita, róża chińska. Jego pielęgnacja to relaks i samo zdrowie. Przy okazji też, wartościowa alternatywa dla klasycznego trawnika.
Miniaturowy konik polny, liczył zaledwie pół centymetra. Przyglądał mi się z ufnością, jak każde dziecko i cierpliwie pozował tak długo, jak tylko potrzebowałam :-) Widać nie wie jeszcze, do czego są zdolni ludzie...
niedziela, 24 kwietnia 2016
Drzewa a la słupy, czyli powtórka rzezi przy ul. Słowackiego. Legionowo - miasto znikającej zieleni. Część 7.
Drzewa na ulicy Słowackiego, zostały zniszczone już 2 lata temu, o czym tutaj pisałam. Ale to przecież żadna przeszkoda, żeby zrobić poprawkę. Trochę soków jeszcze płynie w okaleczonych pniach. I gdzieniegdzie śmiał się ostać jakiś konar! No to, co robimy? Ryp go piłą. A tak, żeby było symetrycznie i nic nie odstawało na boki...
Jeśli ktoś z mieszkańców tego osiedla łudził się, że depresyjny widok za oknem z biegiem lat utraci apokaliptyczny charakter, był niedoceniającym legionowskich realiów optymistą. Jak widać, już nie tylko ogórek musi być prosty! Drzewo... także.
Brak słów na taki wandalizm.
Ktoś znowu potrzebował drewna?
środa, 13 kwietnia 2016
Hipokryzja - cecha wyłącznie ludzka. Dlaczego nie zasłużyłam na kota?
Winę za wszystko ponosi... moje sumienie. Zła kobieta ze mnie. Nie chcę myśleć tak jak reszta. Pragnęłam tylko zrobić tzw.: dobry uczynek. Ale nie pozwolono mi! I nie liczy się w tej przepychance fakt, że mam do zaoferowania naprawdę dużo. Walutą w temacie ani nie jest moje serce, ani doświadczenie, ani metraż. A przecież 10 - 15 lat temu, brałyśmy z działek bezdomne koty i zapewniałyśmy im opiekę pod własnym dachem. Miejscowi karmiciele byli nam wdzięczni, ale najbardziej wdzięczne były same koty. Działo się to w czasach, gdy opiekę nad wolno żyjącymi czworonogami, sprawowali samorodni miłośnicy, "wolni strzelcy", kiedy nie było jeszcze monopolu organizacji pro - zwierzęcych. Gdy można było wziąć zwierza żyjącego pod chmurką i dać mu na kilkanaście lat dobry dom, bez lęku, że ktoś będzie ingerował w sposób opieki, że ktoś w ogóle będzie cię zdalnie oceniał i jak władca absolutny wydawał werdykt - zasłużyłaś/eś na zwierzę, czy nie?
Owszem, nasłuchałam się opowieści o tym, że tzw.: "adopcja kota" jest niemal tak samo trudna jak adopcja dziecka; nasłuchałam się o kontrolach i o odbieraniu zwierząt tym, którzy np.: nie chcieli wykastrować swoich podopiecznych. Ale postanowiłam przekonać się o powyższym sama, tym bardziej, że moje stado w ostatnich latach przerzedziło się i dojrzałam do jego uzupełnienia.
Zaczęłam od przejrzenia internetowych stron w stylu: Oddam kota. Wiele się zmieniło od czasu, w którym wzięłam Dywkę.
Wtedy dużo prywatnych osób redukowało w ten sposób nadmiar własnych kociąt. Dziś takie ogłoszenia to wyjątki, a zamieszczone rano, już wieczorem są nieaktualne. Kocięta z prywatnych domów, rozchodzą się jak przysłowiowe gorące bułeczki. Czemu? Bo jest ich coraz mniej. Sterylizacja wszystkich zwierząt, nawet tych niewychodzących - robi swoje. Do tego, w świecie, w którym jednostka ludzka cieszy się coraz mniejszą swobodą i poczuciem prywatności, chcemy móc stanowić w pełni indywidualnie o swoim psie, czy kocie.
Za to na każdym portalu ogłoszeniowym, mamy niezliczoną ilość ofert lansowanych przez fundacje pro - zwierzęce. Do wyboru, do koloru. Ładne zdjęcia, długie życiorysy, nic tylko brać i tulić te biedactwa. Jest wszak jeden warunek - podpisanie umowy adopcyjnej.
Moje serce poruszyła 7 - miesięczna koteczka. Drobna, biała istota, dopiero wkraczająca w życie wśród tfu - tfu... ludzi. Gdyby błąkała się po moim osiedlu, wzięłabym ją zaraz. Ale ktoś mnie ubiegł i trafiła do jednej z fundacji. Teoretycznie mogę ją wziąć, ale pod warunkiem, że ją wysterylizuję, co dla mnie jest równoznaczne z przedmiotowym traktowaniem zwierzęcia i jego okaleczeniem.
Tajemnicą poliszynela jest sterylizacyjny biznes - cenniki z gabinetów weterynarzy, podam w następnym poście. I gwarantuję, że będzie to najmniej bulwersujący akapit kolejnego wpisu w tym temacie.
Tymczasem kto ma siłę, niechaj przeczyta poniższą korespondencję, która degraduje mnie jako opiekuna kota...
Witam,
dlaczego nie mogę podarować kotu domu na najbliższych 15 - 20 lat bez warunku sterylizacji?
Pozdrawiam,
Katarzyna
dlaczego nie mogę podarować kotu domu na najbliższych 15 - 20 lat bez warunku sterylizacji?
Pozdrawiam,
Katarzyna
Szanowna Pani długo można by pisać dlaczego zabieg jest
konieczny. Kotka nie dożyje podanego przez Panią wieku nie poddana
sterylizacji.
Podsyłam też linki do artykułów aby mogła Pani sobie poczytać.
https://www.zwierzakowo.pl/portal/kastracja-i-sterylizacja-kotow/
http://www.koty.pl/porady/art249,dlaczego-sterylizacja-kotow-jest-tak-wazna.html
Pozdrawiamy,
Podsyłam też linki do artykułów aby mogła Pani sobie poczytać.
https://www.zwierzakowo.pl/portal/kastracja-i-sterylizacja-kotow/
http://www.koty.pl/porady/art249,dlaczego-sterylizacja-kotow-jest-tak-wazna.html
Pozdrawiamy,
Szanowna Pani,
Mam prawie (…) lat, koty(kocice) w moim domu były od urodzenia. Żyły bez sterylizacji 19 i pół roku, 18 lat, 17, 15, 14, kocur kastrat 11.
Więc proszę mnie nie pouczać. Ja tylko ze względu na duże mieszkanie, dom od zawsze nie wychodzący i puste w stadku miejsce po kocurze, rozważam zakup kota, albo pomoc takiemu po przejściach.
Więc tylko od Państwa zależy, czy chodzi o autentyczną pomoc zwierzęciu, które będzie miało u mnie jak w kocim raju, czy o przepisy i zmuszanie do rzeczy niezgodnych z sumieniem kogoś, kto bierze na siebie obowiązek i koszty na rzeczonych kilkanaście lat.
Z poważaniem,
Katarzyna
Mam prawie (…) lat, koty(kocice) w moim domu były od urodzenia. Żyły bez sterylizacji 19 i pół roku, 18 lat, 17, 15, 14, kocur kastrat 11.
Więc proszę mnie nie pouczać. Ja tylko ze względu na duże mieszkanie, dom od zawsze nie wychodzący i puste w stadku miejsce po kocurze, rozważam zakup kota, albo pomoc takiemu po przejściach.
Więc tylko od Państwa zależy, czy chodzi o autentyczną pomoc zwierzęciu, które będzie miało u mnie jak w kocim raju, czy o przepisy i zmuszanie do rzeczy niezgodnych z sumieniem kogoś, kto bierze na siebie obowiązek i koszty na rzeczonych kilkanaście lat.
Z poważaniem,
Katarzyna
Szanowna Pani ponieważ
mamy wybór, wybieramy nie oddawać pod opiekę kotów ludziom, którzy nie
rozumieją zagrożenia. Pozdrawiamy serdecznie i życzymy miłego dnia.
Szanowna Pani, jakie zagrożenie???!
Chyba, że zagrożeniem jest po prostu to, że ośmieliłam się mieć inne zdanie...
Powołałam się na odpowiedzialny wiek, dobre warunki mieszkaniowe i doświadczenie w opiece nad kotami.
Nigdy żaden kot u mnie nie cierpiał, co mogą poświadczyć znajomi i sąsiedzi.
Szkoda, że to dla Pani nic nie znaczy. Chodzi więc nie o dobro kota, a o Państwa ustalenia.
Trudno, nie pcham się tam, gdzie za inne zdanie jestem dyskwalifikowana.
Także życzę miłego dnia.
Chyba, że zagrożeniem jest po prostu to, że ośmieliłam się mieć inne zdanie...
Powołałam się na odpowiedzialny wiek, dobre warunki mieszkaniowe i doświadczenie w opiece nad kotami.
Nigdy żaden kot u mnie nie cierpiał, co mogą poświadczyć znajomi i sąsiedzi.
Szkoda, że to dla Pani nic nie znaczy. Chodzi więc nie o dobro kota, a o Państwa ustalenia.
Trudno, nie pcham się tam, gdzie za inne zdanie jestem dyskwalifikowana.
Także życzę miłego dnia.
Szanowna Pani to nie
światopogląd to statystyki weterynaryjne i lata doświadczenia. Nie wiem też
dlaczego zakłada Pani, że rozmawia z osobą młodszą od siebie.
Mam szczerą nadzieję, że chociaż poczyta Pani o zagrożeniach braku sterylizacji, a także zagrożeniach z wieloletniego stosowania antykoncepcji hormonalnej u kotów, jakie są jej skutki, do czego mogą prowadzić. Niestety doświadczenie niejednokrotnie pokazało, że ludzie mądrzeją dopiero jak kot zachoruje. Jeśli żadnemu z Pani kotów nic nie dolega to ma Pani ogromne szczęście a właściwie Pani koty. Nie wątpię, że kocha Pani swoje koty, ale miłość powinna być odpowiedzialna. Żadna organizacja pro- zwierzęca nie powierzy Pani pod opieką kota- bowiem sterylizacja to warunek konieczny i to nie jest fanaberia tylko realna troska o zwierzę.
Zachęcam jeszcze raz do pogłębienia wiedzy w tym zakresie.
Mam szczerą nadzieję, że chociaż poczyta Pani o zagrożeniach braku sterylizacji, a także zagrożeniach z wieloletniego stosowania antykoncepcji hormonalnej u kotów, jakie są jej skutki, do czego mogą prowadzić. Niestety doświadczenie niejednokrotnie pokazało, że ludzie mądrzeją dopiero jak kot zachoruje. Jeśli żadnemu z Pani kotów nic nie dolega to ma Pani ogromne szczęście a właściwie Pani koty. Nie wątpię, że kocha Pani swoje koty, ale miłość powinna być odpowiedzialna. Żadna organizacja pro- zwierzęca nie powierzy Pani pod opieką kota- bowiem sterylizacja to warunek konieczny i to nie jest fanaberia tylko realna troska o zwierzę.
Zachęcam jeszcze raz do pogłębienia wiedzy w tym zakresie.
- Szanowna Pani,
Na zakończenie chciałam tylko powiedzieć, że jest mi zwyczajnie, po ludzku przykro w zetknięciu z tak nieprzejednaną postawą wobec gorącego miłośnika zwierząt. Moja miłość jest jak najbardziej odpowiedzialna, bo nawet te stare i niepełnosprawne, nawet kłopotliwe - miały i mają u mnie swoje dożywocie. A, że sterylizację u domowych, niewychodzących kotów uważam za okaleczenie i tu moje sumienie się buntuje, zostałam zaklasyfikowana jako osoba nieodpowiedzialna.
Artykuły promujące sterylizację czytałam. Nie przekonują mnie, bowiem sterylizowane koty moich znajomych też chorują, też przedwcześnie umierają. Cierpią na coraz więcej chorób cywilizacyjnych, podobnie jak ludzie. Wystarczy sięgnąć po ikoniczną książkę z lat'70. XX wieku Aleksandry Konarskiej - Szubskiej, pt.: "Koty". Tam jest mowa o 20. latach, do których swobodnie powinien dotrwać kot (nie było wtedy jeszcze sterylizacyjnej mody). Współczesne publikacje na w.w. temat piszą zazwyczaj o 12 - 15 latach. To dlatego założyłam, że jest Pani młodsza niż ja.
Nie będę więcej prosić organizacji pro - zwierzęcych o kota. Z pewnością podobne postawy przysparzają klientów hodowlom.
A takiej troski o zwierzę, jaką przejawiam ja, życzę każdemu człowiekowi...
Nie mam żalu do tej organizacji. W świecie, w którym jest tyle manipulacji, propagandy, zmian obyczajowych, chęci zysku na wszystkim i wspomnianej w tytule hipokryzji, można się tylko głęboko smucić. My, ludzie, powariowaliśmy instytucjonalizując każdą dziedzinę życia. Czy dzięki temu, funkcjonuje się nam łatwiej?
Na fotografiach, kolejno od góry: Padlinka, Ość, Tuman; Recydywa; Hołota.
wtorek, 29 marca 2016
DZIECKU ODMÓWISZ? Tak, jeśli chcę by było zdrowsze!
Od czasu do czasu pojawiają się szkodliwe i po prostu idiotyczne kampanie reklamowe różnych produktów. Media wszystko uniosą, niczym dawny papier, a dzieci i ryby, jak wiadomo w naszej kulturze – „głosu nie mają”. Dlatego od lat karpie muszą posiadać swojego rzecznika w okresie przedświątecznym, który wykrzyczy za nie argumenty o bezsensownym cierpieniu. Wbrew pozorom gorzej jest z dziećmi. Czemu? Bo to największa grupa konsumencka tzw.: „śmieciowej żywności”. Owszem, coś się robi, by jak najmniej tego paskudztwa zapełniało szkolne sklepiki, ale to wciąż maleńka kropla w zalewie przesłodzonych i naszpikowanych truciznami pseudo spożywczych ścieków. Zajrzyjmy więc do sklepowych koszyków małoletnich klientów, wsłuchajmy się w ich prośby o 2 złote na batonik, lub sztucznie zabarwiony napój gazowany… I jeśli ktoś z nas ma więcej przysłowiowego oleju w głowie, czyli zdaje sobie sprawę ze szkodliwości powyższych (a takich osób na szczęście jest coraz więcej), niech wie, że do niego odnosi się hasło kampanii wafelków „Grześki”. „DZIECKU ODMÓWISZ?” z jego potępiającą wymową (bo przecież jak można odmówić czegokolwiek naszej najdroższej pociesze?!), apeluje do serc tych rodziców, którzy kierują się rozsądkiem i myślą perspektywicznie o zdrowiu swoich potomków.
Dawno już nie słyszałam podobnej głupoty – mniej więcej od
czasu liceum i przełomu studiów. Wtedy to właśnie, pojawiła się w telewizji
polskiej kampania reklamowa pewnych cukierków. Reklama zaczynała się mniej
więcej od takich słów: „ Jeśli najbardziej kochasz swoje dziecko…”. Konkluzja?
Musisz kupić mu słodycze określonej firmy, w przeciwnym razie nie kochasz, lub
kochasz nie dość mocno. Tylko z pomocą cukierków, udowodnisz siłę swoich uczuć.
Bez względu na to, czy skład słodkości jest szkodliwy dla zdrowia, czy neutralny.
Liczy się target.!
Te same środki stylistyczne, zostały użyte w reklamie
produktu Goplany. Bezczelna manipulacja naszymi emocjami i tradycyjne już
dzisiaj przewartościowanie tego, co uniwersalnie dobre z tym, co szkodliwe.
Czego nie powinniśmy według producenta odmawiać naszym
maluchom? Przeczytajcie sobie poniższy skład:
Ja podkreślę tylko totalnie niepotrzebny dodatek E476,
składnik mający na celu „poprawę konsystencji słodyczy na bazie czekolady”. Nie
będę wchodziła w szczegóły chemiczne – czym jest i jak się to otrzymuje;
zainteresowani znajdą stosowne opisy w Internecie. Jedno jest pewne: kiedyś
czekolada była poprawnie smaczna i bez „E”. Co jeszcze? E476 używane jest w
produkcji czekolad i wyrobów czekoladowych tańszych marek. Jak macie
cierpliwość, przejrzyjcie asortyment na marketowych półkach, a się przekonacie.
Węglan amonu, czyli E503 (związek syntetyczny), choć
powszechnie uważany za nieszkodliwy w małych dawkach, może wywołać alergiczną
wysypkę. Ciekawostki? Wykorzystywany jest także m.in.: przy produkcji płynów do
trwałej ondulacji, środków gaśniczych i w przemyśle farbiarskim. Prawda, że
wafelek mógłby spokojnie obejść się bez tego chemicznego bonusu?
I oczywiście sacharoza do potęgi! Moja recenzja jest bezlitosna (bo przecież musiałam to niestety zjeść przed napisaniem posta) - z wyjątkiem cukru, trudno dopatrzyć się innego smaku w omawianym produkcie. Owszem, wafelek trzeszczy w zębach i czekolada rozpływa się w palcach, ale dominuje masakrująca podniebienie słodycz. W przeciwieństwie do innych rodzajów „Grześków”, ten jest… trudny do przełknięcia.
Ponieważ próchnica zębów u polskich 6 – latków przekroczyła
85%, a wśród 18 – latków, aż 95% i skoro stale przybywa nowych zachorowań na
cukrzycę u nieletnich, na pytanie Goplany: „DZIECKU ODMÓWISZ?”, odpowiem: „TAK,
OCZYWIŚCIE!”.
wtorek, 15 marca 2016
Choinki, bazie, bukszpan i inne ofiary naszej tradycji...
Zdawać by się mogło, że o tej porze roku taki temat to anachronizm. Bo przecież niemal wszyscy myślą już o kolejnych, tym razem wielkanocnych świętach. Wedle obyczaju, będziemy dla odmiany pastwić się nad wierzbami, aby nasz stół ozdobiły wazony bazi - kotków (pod lasem już widziałam okaleczone drzewa, które tylko na czubku miały niepołamane gałęzie - wiadomo, tam gdzie ręka ludzka nie sięgnęła); będziemy bezlitośni względem osiedlowych forsycji oraz krzewów bukszpanu w ogródkach i na działkach naszych sąsiadów... Znowu przyrodę czeka ciężki okres przegranej walki z człowiekiem...
Tymczasem wróćmy do cmentarzysk choinek, które jeszcze w ubiegłym tygodniu spotykałam przy różnych altanach śmietnikowych. W tym roku mówiło się więcej niż w latach poprzednich o pożytecznym dla środowiska recyklingu, ale w praktyce niewielu z nas przeznaczyło choinki na karmę dla zwierząt z ogrodów zoologicznych, czy przekazało do kompostowni. Niestety, wszystko co wiąże się z dodatkowym wysiłkiem (dotyczy to m.in.: segregowania odpadów) nie zachęca statystycznego człowieka do działania. Trudno to zmienić, dlatego uważam, że dla dobra Ziemi, czyli nas wszystkich, wszelkie takie inicjatywy powinny zostać przejęte przez władze miast. Mało kto chce i nie każdy może wieźć we własnym zakresie choinkę do elektrociepłowni, czy zoo. Wszak altana śmietnikowa jest bliżej.
Ale bez wątpienia każdy może zastanowić się, czy musi mieć w wazonie pęk bukszpanu, czy nie wystarczy mu symboliczna gałązka do święconki i krzepiące poczucie, że nie zniszczył rosnącego wiele lat krzewu. Może też w przyszłym roku kupić choinkę sztuczną, która okaże się oszczędną - także dla domowego portfela - inwestycją na długie lata. Asortyment takich drzewek jest teraz bardzo szeroki, a niektóre wyglądają ogromnie naturalnie. Na szczęście w tych sprawach, każdy z nas może dokonać wyboru.
Powyższe zdjęcie zrobiłam około święta Trzech Króli. Jak wiadomo, w naszej tradycji, to pierwszy spośród trzech terminów, w których pozbywamy się z domu ozdobnego drzewka. Ale w momencie, gdy jest jeszcze świeże i zielone, nie rozumiem takiego gestu. W końcu rosło wiele lat...
piątek, 4 marca 2016
Krótki żywot zdrowych batoników. Nickal, Vilvi.
Uff, nareszcie! Nie tylko jadalne, ale też smaczne. Niby nic
w tym nadzwyczajnego, lecz kiedy jeszcze doda się fakt, że opisywany artykuł
jest autentycznie nieszkodliwy, a nawet zdrowy, odkrywamy spożywczego Świętego
Graala!
W zalewie paskudztwa, które serwuje nam każdy sklep
spożywczy i jeszcze okrutnie lansuje tę truciznę tuż przy kasie, co by klient w
ostatniej chwili skusił się na batonik, choć w założeniu słodki to napchany nie
wiem po co kwaskiem cytrynowym, albo zasilony niejadalnym „E” - produkt niewinny jak Dziewica Orleańska, czyli
batonik z twarożku, postawił moje i tak spore oczy na przysłowiowych słupkach.
Późną jesienią minionego roku w sieci supermarketów
Carrefour, odkryłam 2 rodzaje czegoś, co zelektryzowało moje podniebienie. Coś,
jak sernik na zimno oblany gorzką czekoladą – jeden z makiem (Vilivi), drugi
bez (Nickal).
Delicja! – co skonstatowałam wraz z koleżanką. A do tego normalne
ceny 1,69, 1,99. No i jeszcze zawartość autentycznie sycąca. W przypadku Vilvi
na uwagę zasługuje też opakowanie: dopracowane i oryginalne na dzisiejszym przejaskrawionym
rynku. Takie i domowe z tą kratką i ciut vintage – po prostu ciepłe w odbiorze.
Nickal miał jeszcze wersje owocowe, ale ja wybrałam
waniliowy i jego mogę z czystym sumieniem polecić… Oczywiście, jeśli będziecie
mieli szczęście i gdzieś jeszcze znajdziecie te słodkie, serowe przekąski.
Nie mam pojęcia, czy byłyśmy odosobnione w naszych
zachwytach. Nie zdążyłam też w porę napisać o tej smakowitej nowince. Od 2
miesięcy na próżno szukam zdrowych batoników na sklepowych półkach.
Za to nie mam problemu z natknięciem się na komercyjnego
truciciela znanego koncernu, wsysającego kolejne marki. Słodycz złamana
kwaskiem cytrynowym, nie czyni z Karmelio czegoś, po co jeszcze kiedykolwiek
sięgnę. No, chyba, że na pustyni po 3 – dniowej głodówce…
Zainteresowanych inną tematyką, zapraszam też TUTAJ:
czwartek, 7 stycznia 2016
Świat MADE IN CHINA
Co nas tam gna? Większy wybór towarów, czy niższe ceny? Co sobotę
mkniemy po zakupy na miejskie targowisko lub do jednej z wielu świątyń
konsumpcji: ulubionego supermarketu.
I ja tu nie jestem wyjątkiem.
Lubię wybierać, przebierać, a jeszcze bardziej… oszczędzać. Cieszy mnie towar
świeży i nadzieja promocji. Zaś prawdziwą wisienką na przysłowiowym torcie jest
rodzimy produkt i po ten sięgam, ilekroć mogę. W przypadku warzyw, czy owoców,
rzadko zdarza mi się natrafić na dziwoląga w postaci chińskich truskawek,
czosnku lub pestek z dyni – wiadomo przecież, że w kraju rolniczym sztuką z
wyższej półki jest uprawa powyższego! Lecz artykuły przemysłowe, wyboru
wielkiego nie pozostawiają. I tak, pewnego dnia, zamarzył mi się klasyczny
czajnik. Taki z gwizdkiem, jaki pamiętam z dzieciństwa, sprzed wygodnej ery
czajników elektrycznych. Z poświęceniem obeszłam wszystkie legionowskie
supermarkety, tylko po to, by wszędzie znaleźć jeden jedyny rodzaj. To
przypomniało mi dla odmiany dzieciństwo najwcześniejsze, gdy słowo „wybór”
brzmiało niemal jak „abrakadabra”. Ja też miałam alternatywę: kupić chińskie
badziewie z cienkiej blaszki, albo gotować wodę w garnku. Zaryzykowałam więc
zakup, któremu po miesiącu odpadło ucho. Jego następca, różniący się zaledwie
kolorem gwizdka, służył mi o cały miesiąc dłużej. Ale i odszedł bardziej
spektakularnie - zgubił dno, robiąc tym samym staw z kuchni. Konkurować z owym
bublem, mogły tylko chińskie kapcie nabyte okazyjnie na targowisku. Zafarbowanych
na niebiesko stóp, długo nie mogłam odmyć, choć pomagałam sobie chińską
szczoteczką. O koszulce, która po pierwszym praniu nadawała się wyłącznie na
legowisko dla kota, nie ma co wspominać, wszak to współczesny standard. W ten
nieplanowany sposób, wciąż produkuję worki odpadów niedługo po zakupie. A sprzedawcy
zawsze mają jedną odpowiedź. Biorą to, co znajdą w hurtowniach i na co jest
zbyt. Nie zastanawiają się, że klient kupi wyłącznie towar, który oni
sprowadzą. Sam sobie przecież nie wyprodukuje, choć pewnie by to zrobił, gdyby
tylko mógł.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





































