środa, 17 lutego 2021

Międzynarodowy Dzień Kota/Giornata mondiale del gatto

Choć nazwa tego dnia brzmi "międzynarodowy", faktycznie 17 lutego jest kocim świętem tylko we Włoszech i w Polsce. Za kilka dni, 22 lutego, mleczne szampany otwierać będą koty w Japonii, a 1 marca u naszych rosyjskich sąsiadów. Może my też raz jeszcze poświętujemy? :-) 

Tymczasem pokazuję Wam zdjęcia z podwójnych, ubiegłorocznych urodzin mojego stada. 

2 października, Nadzieja, jedyne spośród dwóch miotów kocię Hołoty, które nie zmarło, skończyła 3 lata. 



Tego samego dnia, ale rok później, na tym samym stole, rękami tego samego doktora, na świat wydobyta została Żywia, najmłodsze dziecko Nadziei. Imię znamienne - Żywijkę nawet USG uznało za martwą. Historia była bardzo dramatyczna i w zasadzie zasługuje na odrębnego posta... 
Mała jednak zachowała w sobie dość życia, by zaskoczyć nas wszystkich! Ma też jedną nietypową cechę: nigdy nie zjadła karmy dla kota. Je wyłącznie mintaja i wątróbkę. Przypuszczam, że cierpi na jakiś rodzaj alergii... pewnie na konserwanty.  


(Żywia z prawej, Nadzieja z lewej)

Dzień wcześniej, 1 października, 2 urodziny obchodzili starsi o dobę bracia Żywii: urodzony bez problemu o północy... Północ 

i Czarnobyl. 

W tym roku, wyprawię im zbiorcze urodziny, bo chłopaki w ogóle nie mogli pojąć, czemu jednego dnia torty są dla nich, a drugiego - dla mamy i siostry ;-) 




100 lat wszystkim kotom!!! 👄👄👄💖💖💖

sobota, 13 lutego 2021

Nie opowiedzą nam swoich snów

 


Bez względu na to, czy zwierzęta sypiają kilka minut, czy kilkanaście godzin, ten odpoczynek, jest im, podobnie jak nam, niezbędny do stłumienia wpływów zewnętrznych. Zaobserwowano, że najwięcej snu potrzebują drapieżniki, najmniej zaś roślinożercy. W przypadku tych ostatnich długość odpoczynku zależy od wielkości ciała. Duże ssaki roślinożerne śpią krócej od swych drobnych wegetariańskich kolegów. Dla przykładu, krowa przesypia raptem 4 godz. w ciągu doby, ale królik potrzebuje już prawie 8,5 godz. U wielu gatunków zwierząt występuje faza snu REM. Nocne ruchy gałki ocznej są tym silniejsze, im większy jest ich mózg względem masy ciała. 

Chyba każdy z nas zaobserwował kiedyś, jak pies we śnie przebiera łapami, pochrapuje, a czasem jęknie. Otwiera i zamyka pyszczek, jakby polował na niewidzialną muchę, latającą mu koło nosa. Kocie łapki także drgają, z piersi potrafi wydobyć się miauknięcie. Bywa, że niepokój naszego pupila jest bardzo wyraźny i litościwie go budzimy. Zrywa się wtedy wystraszony i rozgląda przez chwilę, a później opada na legowisko z wyraźną ulgą. Nasuwa to prosty wniosek, że zwierzęta oprócz zwykłych, miłych snów, miewają odpowiednik naszych koszmarów. Kilkumiesięczne kotki, jedzące już w pełni samodzielnie, potrafią mlaskać pyszczkiem i poruszać języczkiem, jakby ssały sutek matki. Widać, że na długo zapamiętały te pozytywne doznania i odtwarzają je we śnie. O tym, że koty faktycznie mają sny, wiemy już od 1967 r. kiedy to naukowiec Michel Jouvet z Uniwersytetu Lyońskiego uniemożliwiał czworonogom rozluźnienie mięśni podczas snu. Poddane eksperymentowi koty, wykazywały szereg zachowań, wskazujących na to, że podobnie jak ludzie są w stanie śnić. A na odpoczynek poświęcają niemało czasu, bo od 12,5 do 16 godz. na dobę. 

Rekordzistą pod względem długości snu, jest inny ssak - nietoperz nocek myszouchy, który śpi prawie 20 godz. Dla odmiany konie potrafią raptem na kilka minut położyć się na boku i ten krótki czas wystarcza im w celu regeneracji. Podczas takiej drzemki można zaobserwować, jak wierzgają nogami. W ciągu doby, śpią na ogół niecałe 3 godz. Niezwykłą z ludzkiego punktu widzenia umiejętność, posiadają ssaki morskie. Wieloryby i płetwonogie doświadczają snu jednopółkulowego, co w praktyce oznacza, że śpi tylko jedna półkula mózgowa, a druga w tym czasie czuwa. Dlatego zwierzę choć śpi nieruchomo, nie tonie i może swobodnie oddychać.

Również ptaki sypiają w bardzo zróżnicowany sposób i podobnie jak ssaki śnią. Gdy na podwórko wkrada się szarówka, kury same zmierzają do kurnika i moszczą się na grzędach, przytulając jedna do drugiej. Przy siadaniu, kurczą się im ścięgna, co powoduje jednoczesne zgięcie palców. Dzięki takiej konstrukcji większość ptaków bez problemu może trzymać się gałęzi. Ale ani kury, ani inne ptaki nie spadają ze swojego siedziska, ponieważ odpowiednie mięśnie są automatycznie wyłączane. Co dzieje się jednak z maleńkim jerzykiem, który praktycznie całe swoje życie spędza pod niebem? Otóż jerzyki sypiają w locie! Gdy potrzebują krótkiej drzemki, wzbijają się kilka kilometrów nad ziemię, by zyskać odpowiednią wysokość. Następnie opadają powolnym lotem spiralnym, wyłączając na ten czas wpływy zewnętrzne. Sen kaczek jest zdecydowanie mniej wyrafinowany, ale na uwagę zasługuje fakt, że podczas drzemki jedno ich oko pozostaje otwarte. Dotyczy to zwłaszcza osobników przebywających na obrzeżach stada i związane jest prawdopodobnie z koniecznością reakcji na ewentualną obecność drapieżnika. 

Niełatwo obserwować śpiące ptaki, zwłaszcza w naturze, lecz poważny problem, mamy dopiero z rybami. Wiemy, że doświadczają zjawiska snu sezonowego umożliwiającego im przetrwanie niekorzystnych warunków. Część polskich ryb spędza zimę w stanie bezruchu, nie pobierając przy tym pokarmu. Afrykańskie prapłetwce w okresach suszy zapadają w sen letni. Gdy poziom wody się obniży, zaczynają kopać głębokie nory i przechodzą na oddychanie tlenem atmosferycznym. Ale co z rybim snem dobowym? Wielu z nas, obserwując pływających mieszkańców akwarium, zastanawia się, czy te stworzenia w ogóle sypiają. Przecież brak powiek uniemożliwia im zamknięcie oczu. Ponadto ryby nie wykazują typowych zachowań związanych z przygotowaniami do spoczynku. Nie zwijają się w kłębek, ani nie chowają głowy pod płetwę, co zresztą jest niewykonalne przy budowie ich ciała. Jak więc wypoczywają te wodne zwierzęta, skoro nawet się nie kładą? 

Oczywiście i ta reguła ma swoje wyjątki. Na przykład bocje układają się na boku na dnie zbiornika. Jeśli ktoś nie zna ich zwyczajów, może się przestraszyć, znajdując swoją rybkę w takiej pozycji. Lekko przechylają się również skalary. Ciekawe pozy podczas nocnego odpoczynku przyjmują buszowce wężogłowe. Kładą się na brzuchu, boku lub zastygają w pozycji prawie pionowej z głową skierowaną ku górze. Dobrze znane wszystkim miłośnikom akwarystyki molinezje żaglopłetwe czy mieczyki Hellera opadają na dno i tam śpią, leciutko poruszając płetwami. Kardynałki i szczupieńczyki pręgowane nocują tuż pod powierzchnią wody – te ostatnie najchętniej w zaciszu pływających roślin. 

Zapalając nagle światło odkryjemy, że wszyscy mieszkańcy naszego akwarium podczas spoczynku, mają bledsze kolory. Skalary szarzeją, tracąc charakterystyczne czarne prążki, „piżama” mieczyków to spłowiała wersja intensywnej, dziennej czerwieni. Za to w przypadku okonia rozpoznawalne wzory na jego ciele stają się dla odmiany wyraźniejsze. Najszybciej obudzą się danio pręgowane i neony Innesa. Wykazują bardzo płytki sen w przeciwieństwie do złotych karasi, które potrafią pozostawać w bezruchu na dnie zbiornika nawet przez kilka minut po zapaleniu światła. Czy ryby śnią? Jak wiadomo, głosu nie mają, więc nam nie opowiedzą. Odkryto za to, że reagują na podawane im środki nasenne, co pomaga w ich transporcie.   

Owadom sen prawdopodobnie jest potrzebny w procesach pamięciowych w podobnym stopniu jak  ludziom. Badania dowiodły, że pszczoły, którym uniemożliwiono wystarczający dla ich gatunku wypoczynek miały problemy we wzajemnej komunikacji i często gubiły drogę do ula, tak jakby nie potrafiły odtworzyć trasy powrotnej. Standardowo pszczoły śpią 5 - 8 godz. na dobę; w przypadku zbieraczek jest to głównie sen nocny. Obniżenie zdolności poznawczych wykazują również niewyspane muszki owocowe. Na nich także przeprowadzono eksperyment. Płynął z niego wniosek, że te, którym uniemożliwiono wystarczającą ilość odpoczynku szybciej zapominały zarejestrowane obserwacje. Przy okazji odnotowano, że tuż przed zaśnięciem muszki owocowe wierzgają łapkami, a ich mózg jest bardzo aktywny w tej fazie snu, co przypomina reakcje u ssaków. Jak widać: marzenia senne są nie tylko ludzkim przywilejem.

Korzystałam m.in. z:

Diana Ławniczak, Sen ryb, AKWARIUM, Nr 2/74

Peter Wohlleben, Duchowe życie zwierząt, Wydawnictwo OTWARTE, Kraków 2017

Tekst ukazał się w Miesięczniku "Znak", styczeń 2021.

środa, 27 stycznia 2021

Podsumowanie 2020 r.: Po zarazie pozostały nam tony śmieci

W 2020 r. w Polsce przybyło 13 tysięcy nowych składowisk śmieci. Za zanieczyszczanie środowiska odpadami skazano tylko 6 osób. Tak, nie pomyliłam się. Te dane byłyby śmieszne, gdyby nie to, że są tak bardzo smutne. Czemu śmieci wciąż przybywa? Odpowiedzi jest kilka, nie raz analizowałam to zagadnienie. Ale w ubiegłym roku pojawił się nowy problem: zaraza. 

Zjawisko, które nas zdestabilizowało, zdemoralizowało poprzez zawieszenie normalnego funkcjonowania, a co najważniejsze i najlepiej widoczne, wygenerowało tysiące ton zużytych maseczek, rękawiczek, odzieży ochronnej oraz opakowań po środkach odkażających. Takiej śmieciowej "hekatomby", Ziemia nie mogła przewidzieć. 



Pierwsze tygodnie naszego aresztu domowego, zaowocowały pustkami na ulicach, ale wcale nie sprawiły, że ze strachu zaczęliśmy żyć bardziej ekologicznie. 


Śmieci wynosiliśmy rzadziej i nie zawsze chciało nam się je segregować. 




Gdy strach i nielogiczne rządowe obostrzenia zakazujące nam wstępu do lasu wreszcie minęły, ruszyliśmy tłumnie na łono natury. A wraz z nami nasze śmiecie. Niezmiennie i te wielkogabarytowe.   







Odgórne nakazy narzuciły nam także nowy styl życia: jednorazowe rękawiczki, maseczki ochronne i dezynfekcję każdej powierzchni, z którą mamy kontakt. To musiało zaowocować niespotykanym wcześniej wysypem odpadów. Przez pierwsze tygodnie, a nawet miesiące zarazy, naturalnym widokiem stały się walające wszędzie foliowe i gumowe rękawiczki, oraz maseczki. 



Abstrahując od przykrego widoku śmieci w miejscach, w których absolutnie nie powinny się znaleźć, zastanawiam się jak dbałość o zdrowie i groza zarazy, miały się do faktu, porzucania gdzie popadnie np. zaplutych maseczek? 


Działo się to na początku epidemii, gdzie jeszcze bardzo niewiele wiedzieliśmy o faktycznej zakaźności i śmiertelności wirusa, przypuszczając, że jest on o wiele groźniejszy niż okazał się w istocie.    

Dziś już uczymy się żyć z zarazą, coraz częściej wyciągamy własne wnioski i zamiast ulegać bezkrytycznie histerycznej narracji mediów, dokonujemy osobistych wyborów. Niestety, nadal nie nauczyliśmy się szanować Ziemi...    






piątek, 18 grudnia 2020

UWAGA na nieuczciwych sprzedawców choinek!

Od lat nie możemy się zdecydować, która choinka jest najbardziej ekologiczna... W tym drażliwym, zielonym temacie, istnieją 3 zasadnicze szkoły:

1. Cięta (tzw. żywa)

ZA: nie rozkłada się kilkaset lat w środowisku naturalnym; można ją bezpiecznie zutylizować oddając np. do Ogrodu Zoologicznego

PRZECIW: wycinamy liczące wiele lat zdrowe drzewa, a dosłownie rzecz ujmując - zabijamy je

2. Sztuczna   

ZA: kupujemy jedną na całe życie, a przynajmniej raz na kilkadziesiąt lat; egzemplarz w dobrym stanie możemy przekazać innym

PRZECIW: rozkłada się kilkaset lat

3. Żywa - w doniczce

ZA: po sezonie możemy wystawić ją na balkon, taras, lub wysadzić w ogrodzie, przed blokiem, czy innym miejscu, wybranym do tego celu 

PRZECIW: jeśli jest wycięta ze zbyt małą bryłą korzeniową, mimo wody i ziemi - uschnie  

Choć od 20 lat mam sztuczne choinki (najstarsza liczy ponad dwie dekady), w ubiegłym roku postanowiłam przypomnieć sobie atmosferę dzieciństwa i kupiłam żywą. Oczywiście w donicy, bowiem z przyczyn etycznych, ale też ekonomicznych, nie mogłabym się zdecydować na drzewko cięte. Uznałam, że gdy zakręcę grzejnik, żywa postoi dłużej, a później wyniosę ją do loggi, by ostatecznie zasadzić choinkę przed blokiem. Z wielkim fizycznym poświeceniem, wtachałam rozłożystą zieloność na pierwsze piętro. I zrobiłam wszystko tak, jak planowałam...



Jak wielkie było moje zdziwienie gdy już w Sylwesta, choinka jakby poszarzała. A jeszcze przed Świętem Trzech Króli, była suchusieńka jak pieprz! Coś takiego nigdy nam się nie zdarzyło, gdy kupowałyśmy cięte choinki, choć nikt w starym mieszkaniu nie zakręcał grzejnika. Zapewne, byłoby to jego ostatnie zakręcenie ;-) 


Ponieważ z tamtego pokoju bardzo rzadko korzystam, drapak stał długo. Postanowiłam odzyskać solidną plastikową donicę na tuję. 

I gdy wreszcie zdecydowałam się rozprawić z tą smętną resztką próby odgrzania sentymentów - rozwiązałam zagadkę. Popatrzcie:

Choinka w ogóle nie mała bryły korzeniowej. Praktycznie była górą większego świerku, wciśniętego wraz z gałęziami do donicy i uwaga - zalanego cementem wymieszanym z ziemią!!! Teraz już rozumiem, czemu tak ciężko wnosiło mi się to na górę. 7 lat pracy na kiermaszach ogrodniczych, dało mi wyobrażenie o tym, ile powinna ważyć plastikowa doniczka tej wielkości wypełniona ziemią, wraz z drzewem :-( Tu coś wyraźnie było nie tak... 

Dopiero po mozolnym wyskrobywaniu tej niby-ziemi z pomocą małej, metalowej łopatki i wlewaniu w powstały dołek wody, mogłam zacząć po centymetrze wyciąganie suchego drzewa. Powiecie: "upór godny lepszej sprawy". Zapewne, ale tego wiosennego dnia, podczas pierwszej, tzw.: "narodowej kwarantanny", miałam duuużo czasu. Poza tym mam paskudny, nieustępliwy charakter ;-)

Na zakończenie tej ciężkiej fizycznej pracy, czekała mnie jeszcze jedna niespodzianka, pokazująca, czemu szkieletu nie dało się wyciągnąć wprawnym ruchem. Do pnia, była przybita deska i wciśnięta na dół donicy!


Tyle pracy zadał sobie CZŁOWIEK, który postanowił oszukać klienta, pragnącego dokonać ekologicznego zakupu! 

Dlatego Moi Kochani, przede wszystkim oglądajcie ziemię, w której znajduje się drzewo i patrzcie na obwód pnia. Jeśli naprawdę chcecie oddać choinkę środowisku, kupujcie małe egzemplarze. I pytajcie wprost sprzedawców, czy nie spreparowali ekologicznego drzewka. Jeśli zorientują się, że patrzymy im na ręce, nie będą tak śmiało oszukiwać. A ja? Cóż. W tym roku znowu postawię moje sztuczne choinki z nadzieją, że posłużą mi jeszcze wiele, wiele lat...