poniedziałek, 1 stycznia 2024

ORNITOLOGICZNE zdziwienia 2023r. Wróble domowe, atak łabędzia niemego, para dzikich gęsi



ORNITOLOGICZNE ZDZIWIENIA 2023r. Miejsce 3 - spotkanie z WRÓBLEM DOMOWYM.

W czasach mojego dzieciństwa był jedną z najpopularniejszych istot latających w otoczeniu człowieka. Dobra, nie mówimy o muchach i duchach. 😉Jako stara warszawianka mam oczywiście na myśli ptaki. Dziś wróbel, to gatunek zagrożony wyginięciem. 😢Częściej od niego możemy spotkać mazurka - bardzo podobnego ptaszka, którego samiec zamiast szarej "czapeczki" ma całą brązową... W tym większe zaskoczenie wprawił mnie nalot stada (a może to byli po prostu mieszkańcy tego przybytku?🤔) wróbli na teren ogródka MD vis a vis Zamku Królewskiego, gdzie wraz z podopiecznymi z mojej świetlicy, po obejrzeniu zabytków kultury, już mniej kulturalnie ulegliśmy słabościom żołądków w stylu fast food. Ptaki wyrywały z tacek frytki, siadały nam na ramionach i z naturalnym wdziękiem oraz wzruszającą śmiałością - pozowały do zdjęć.




ORNITOLOGICZNE ZDZIWIENIA 2023, Miejsce 2 - ATAK ŁABĘDZIA niemego.

O przygodzie z dreszczykiem, jeśli nie dreszczem!!! emocji, pisałam bodaj w sierpniu na FB, czyli wtedy, gdy na prawie pustej plaży wieliszewskiej kolokwialnie rzecz ujmując - przyczepił się do mnie - piękny, biały, doskonalne harmonijny (niczym anioł)... łabędź niemy. Na plaży znajdowało się ledwie kilka wypoczywających osób. Stworzenie było wyraźnie przyzwyczajone do dokarmania, czego dowód dało zaglądając do leżących na kocach i ręcznikach toreb. 😉Ja byłam ostania w kolejce i ptak widocznie stracił cierpliwość. Skończyło się na przekroczeniu granicy intymnej (widać na foto),


skubnięciu mnie twardym dziobem i aneksji na wiele minut mojego stanowiska. Musiałam zostawić własny dobytek, odejść kilka kroków i czekać cierpliwie aż białe monstrum wróci nad Narew. 😡Łabędź niemy jest bardzo silnym, ważącym kilkanaście kilogramów ptakiem. Zdarzały się przypadki, że połamały ludziom kończyny, dlatego lepiej nie dokarmiajmy ich i podziwiajmy z daleka.



ORNITOLOGICZNE zdziwienia 2023. Miejsce 1 - W 4 oczy z parą DZIKICH GĘSI.

To był ten pamiętny dzień, w którym jak obuch spadł na moją głowę cios informacyjny - straciłam etatową pracę. Wysiadłam z autobusu przy Jeziorze Wieliszewskim (obszar chronionego krajobrazu) czując, że muszę uporządkować myśli. Chcąc sobie osłodzić rozpacz, kupiłam lody, co mi się nieczęsto zdarza. Idąc mechanicznym krokiem wzdłuż akwenu, zobaczyłam z daleka jakieś duże ptaki. Dziwne wrażenie zwaliłam na wzrok krótkowidza i uznałam, że to kaczki. 

A jednak intuicja kazała mi podejść bliżej. Za moment nie miałam już wątpliwości, że oto po raz pierwszy w życiu widzę gęsi w innej postaci niż klucz na niebie. Połknęłam resztkę lodów i klejącą się ręką sięgnęłam do torby po aparat. Szłam powolutku, ze sprzętem przy oku - cud, że się nie wywaliłam na tej łące. Gęsi wyglądały jak zakochana para. 😉Gdy mnie dostrzegły odwróciły głowy. Widząc, że wciąż się zbliżam - zagęgały jakby pytająco. Ale wścibski człowiek wciąż podchodził. Zagęgały głośniej, z pretensją, lecz i to na intruzie nie zrobiło wrażenia. Dalej popłynął potok czegoś, co gdyby z gęsiego przetłumaczyć na ludzki, brzmiało by prawdopodobnie: "S........j ty typie dwunożny! Po kiego grzyba cię tu przyniosło?!". Po czym z gracją, nie przerywając tyrady pełnej oburzenia, uniosły się w powietrze, przeleciały nad zaroślami i wylądowały na wodzie. Przepraszam was gąski, ale z mojego punktu widzenia taka sesja warta była zakłócenia romantycznej atmosfery. 😁



sobota, 28 maja 2022

Ogród Botaniczny Uniwersytetu Warszawskiego. Część 1

Miniony piątek był pierwszym i jedynym jak do tej pory gorącym dniem tego roku. Tym bardziej jestem z siebie dumna, że mimo zmęczenia, pojechałam po pracy do stolicy, by sycić zmysły iście rajską scenerią.











W Ogrodzie Botanicznym UW, usytuowanym tak blisko mieszkania mojej śp. Babci bywałam na różnych etapach życia - kilkakrotnie. Czy weekendy w sadzie pradziadka (moje najwcześniejsze wspomnienia), ciągłe wyprawy z Babcią do Łazinek i wspomniane do Ogrodu Botanicznego, uwrażliwiły mnie na piękno flory? Z pewnością. Zresztą miłość do wszelkiej roślinności noszę w genach 😉 Skutek? Epizod studiów ogrodniczych (blisko rok, nim dojrzałam do innych decyzji), 6-letnia wakacyjna praca na dorocznym kiermaszu roślin, towarzyszącym międzynarodowej wystawie, oraz prawie 11-letnia praca rekreacyjna na naszej działce.








Dziś nie mam już takich możliwości, dlatego prawdziwą sentymentalną podróżą w czasie, było dla mnie tamto późne, słoneczne popołudnie. Z zaskoczeniem odkryłam, że pamiętam praktycznie wszystkie nazwy, choć nie używałam ich już tyle lat…



W dzisiejszy, lodowaty dzień, zapraszam Was do Ogrodu Botanicznego na odstresowujący spacer.



Warto dodać, w tym roku bardzo piękne nasadzenia pojawiły się na Pl. Na Rozdrożu, prawie po sąsiedzku Ogrodu Botanicznego UW:




czwartek, 17 lutego 2022

Po co Człowiekowi KOT?

W Dniu Kota, chyba warto zadać sobie to pytanie… Te kilkukilogramowe drapieżniki od czasu Starożytnego Egiptu, podbiły serca jednostki ludzkiej. Kochali je faraonowie, królowie, osobistości świata szeroko pojętej kultury i polityki (przy okazji zareklamuję, choć nikt mi za to nie zapłaci – książkę pt.” SŁAWNE KOTY i ich ludzie” autorstwa Heike Reinecke oraz Andreasa Schliepera), a także MY, zwykli dwunożni mieszkańcy Ziemi.

Dane wyłaniające się z badań opisujących 2020r. mogą znokautować wrogów mruczących istot.

W Polsce jest aż 6 800 000 kotów. Mimo że ich popularność rośnie, w naszej części Europy wciąż przeważają posiadacze szczekających przyjaciół człowieka.

Tym bardziej robi się smutno, gdy czytamy artykuły ultra-lewicowych ekologów: że koty wymordowały 33 gatunki innych zwierząt i podobnie jak psy jedzą zbyt dużo mięsa, puszczając przy tym hmmm…. trujące Ziemię bąki.  


Kolejne interpretacje są jeszcze bardziej żałosne. Karmy dla kotów sprzedajemy w plastikowych opakowaniach…  Baaaa, no przecież to jest totalna egzotyka. Plastik, żywność… szukać z latarką.

Oczywiście w tym uzależnionym od kapitału świecie, nikomu nie odbieram prawa do „własnych” wniosków. Dziwi jednak, że pochodzą one z ust ludzi, którzy sympatyzują z dzikami w miastach, czy walką o powiększenie populacji lwów, wilków, niedźwiedzi…

Abstrahując od polityki, powracam do pytania: Po co człowiekowi KOT?

Po pierwsze – do kochania! 😊  W rzeczywistości, w której ludzie coraz częściej nie potrafią ze sobą rozmawiać, nie wspominając już o nawiązywaniu trwałych relacji – kot/pies – może podarować nam bezinteresowną miłość.

A, że w przypływie złego humoru, lulnie do kapci, zeżre ukochaną trzykrotkę, z ciekawości zwiedzając regał niczym Tatry, zepchnie łapką 100-letnią filiżankę po babuni, albo z suszącej się parasolki zrobi sobie legowisko, lub plac zabaw: WYBACZMY!    




W końcu, gdy będzie nas bolał zmęczony codziennym stresem kręgosłup; brzuch nafaszerowany śmieciem spożywczym; kiedy rozpłaczemy się nagle po telefonicznej rozmowie – kot/pies, przybiegną (na swych mniejszych od ludzkich nogach) jako pierwsi. Dotkną wilgotnym nosem, poliżą, musną łebkiem lub uchem…