niedziela, 9 listopada 2014

Koci kaci i podwójne standardy.



W tym poście poruszę kilka kontrowersyjnych wątków, ale szczegółowo nakreślę tylko jeden, który kontrowersji wzbudzać nie powinien. Jeśli chcemy pomagać przyrodzie (choć bez wątpienia ona naszej pomocy by nie potrzebowała, gdybyśmy najpierw nie zaburzyli jej naturalnego rytmu), róbmy to w taki sposób, by przy okazji nie krzywdzić...


Ucho kota to fenomen, którego człowiek może mu jedynie pozazdrościć. Poruszane przez 30 mięśni (podczas gdy u nas tylko przez 6) pozwala zwierzęciu natychmiast wychwycić dźwięki. Ponadto kot nie ma problemów z wyróżnieniem interesującego go dźwięku spośród szumu innych. Potrafi także określić cel z dokładnością do 75%. Jak widać, niepotrzebny mu GPS. Można powiedzieć, że koci słuch jest tak perfekcyjny, jak psi węch. Ten mały myśliwy, jest w stanie usłyszeć mysz z odległości kilkudziesięciu metrów. Ruchome uszy kota, pozwalają mu na obracanie ich i rejestrowanie źródła dźwięku, jak najdokładniejszy radar. Nie raz pewnie zauważyliśmy, że nasz kot ma jedno ucho niekierowane w innym kierunku niż drugie. I co tu wiele mówić - nawet jeśli małżowina uszna jest tylko tubą przekazującą dźwięki głębiej, na błonę bębenkową, to po to natura dała kotu spiczaste uszy, żeby z takimi chodził po świecie. 
Ale człowiek, jak to człowiek. Ledwo przestał męczyć rasowe szczenięta, przycinając im ogony i uszy według wymyślonego przez się wzorca, żeby pod innym pretekstem okaleczać koty. Bodaj by jemu uszy odpadły!

O co konkretnie mi chodzi? O pseudo pomoc tzw.: "kotom wolno żyjącym". Acz i ten termin nieco zmienił swoje znaczenie, bo nasza świadomość na szczęście ewoluuje. Ewoluuje i rzeczywistość. Kiedyś kot wolno żyjący, siedział zapchlony w piwnicy i mógł liczyć jedynie na miłosierdzie dozorcy, który nie zamknął okienka i nie wyrzucił miseczki, postawionej przez litościwą staruszkę lub dziecko o wrażliwym sercu. Dziś mamy rzesze wolontariuszy, fundacje, nie zrzeszonych miłośników, którzy dokarmiają na potęgę koty wszelkiej maści. Dużo wyższa świadomość społeczna i sankcje prawne, skutecznie odstraszają tych, którzy zwierząt nie tolerują i im zagrażają. A więc dziś "kot wolno żyjący" to, zwierzę, które nie ma przypisanego na stałe dachu nad głową, ale jest zazwyczaj "zaopiekowane" przez stałego karmiciela.
Liczne kampanie na rzecz sterylizacji, mają na celu ograniczenie ilości takich kotów. Cel szczytny, choć nie przeginałabym z nadgorliwością w jego egzekwowaniu. Pewna ilość kotów wolno żyjących JEST nam niezbędna, aby zwłaszcza w miastach, gdzie funkcjonuje dużo lokali gastronomicznych, nie zeżarły nas, kolokwialnie rzecz ujmując, szczury. Ale oczywiście, nie musicie się zgadzać z moim twierdzeniem...
Dodam tylko, że gdy kilka lat temu, co rano szłam spacerkiem na Uniwersytet, nie było dnia, bym na warszawskiej Chmielnej, czy Nowym Świecie, nie spotkała przemykającego po trotuarze szczura. Sąsiadka widziała szczura wspinającego się po murze, dozorca narzekał na szczury rozjechane przez samochody, które musiał wymiatać. Powinnam dodać, że kotów wolno żyjących w tej okolicy od lat już nie ma?
OK, kwestia to sporna. Każdy ma swój rozum, więc własne wnioski wyciągnie. Wierzę, że wyjściowo intencje były szlachetne i rozsądne, a jednorazowa operacja tańsza dla miasta, niż systematyczne podawanie pewnej grupie kotów tabletek antykoncepcyjnych. Ale nie znajduję żadnego usprawiedliwienia na przedstawione poniżej okaleczanie zwierząt:


Obcinanie kawałka ucha (od 1/4 do 1/3) w zależności od fantazji weterynarza, żeby zaznaczyć kota po zabiegu, jest sankcjonowanym prawem sadyzmem w wykonaniu ludzi, którzy powinni leczyć, a nie męczyć. Przecież większość tych kotów ma swoich stałych opiekunów; to oni pomogli je wyłapać na potrzeby interwencji weterynaryjnej i wiedzą, że zwierzę jest już pozbawione zdolności reprodukcyjnych. 
Swego czasu usiłowałam, poruszyć sumienia organizacji mieniących się zaangażowanymi w los zwierząt, ale u nikogo nie znalazłam zrozumienia. Solidarna zmowa mody i propagandy. Czy naprawdę pro publico bono? 
Dowiedziałam się jedynie, że gdybym ja złapała na podwórku kota i obcięła mu czubek ucha, odpowiadałabym za znęcanie się nad  zwierzętami. Jak widać i w tej kwestii funkcjonują w Polsce podwójne standardy.   








(wszystkie przedstawione powyżej koty, miały swoich wieloletnich opiekunów)

Pytałam, czemu na przykład nie są robione takim zwierzętom tatuaże? Usłyszałam, że to zbyt mało widoczny komunikat. Hmm. To może wypalajmy zwierzakom piętno na środku grzbietu? Będzie widać z daleka ;-) Ale to już oczywiście moja bezsilna ironia w reakcji na hipokryzję...

 PS. Nie rozumiem już za Chiny, przymuszania stałych opiekunów kotów, (także tych niewychodzących) do sterylizacji swoich podopiecznych. Przoduje w agresywnej kampanii pewna pani doktor w pewnym radio, (nie będę robiła reklamy, bo nie warto), która zwyczajnie wrzeszczy na dzwoniących słuchaczy i żąda, by ludzie, którzy wypieszczonym pupilom poświęcają kilkanaście lat własnego życia, (że o nakładach finansowych nie wspomnę oraz narażaniu się na traumę po odejściu czworonożnego przyjaciela), sterylizowali bezwzględnie każdego kota/kotkę. Kilka razy byłam świadkiem, jak ktoś się na antenie niemal rozpłakał po takim ataku. Wybaczcie, ale taka ingerencja w czyjąś prywatność, to wielkie nadużycie. Przykre, bo to zadeklarowana "miłośniczka zwierząt". Ale niech nie wciska ludziom kitu, że pozbawienie zwierzęcia zdolności reprodukcyjnych i narażenie go na ból, to dla kota taka frajda. Dochodzi do tego zaburzenie gospodarki hormonalnej i problemy z otyłością (wzmożony apetyt zwierzaka), na czym korzystają WYŁĄCZNIE koncerny produkujące karmę. Bo niestety zdarza się, że zwierzęta po sterylizacji też umierają na choroby nowotworowe...
Ktoś, kto nie posiadał nigdy szczeniąt, czy kociąt urodzonych we własnym domu, może się nabierze, że z pupilem przygarniętym ze schroniska będzie miał podobny kontakt. Na tej samej zasadzie, rozejrzyjmy się po świecie i zamiast nerwowo starać się o własnego potomka, rozwiążmy adopcyjnie problem milionów dzieci żyjących bez rodziców, na garnuszku państw. Ale to już wkładanie kija w mrowisko i inny temat, poza zakresem tego bloga. ;-)          


3 komentarze:

  1. Hi Kida, I had never heard of cutting off cat ears, I looked it up and in my country it is forbidden for dogs and farm animals (I guess also for cats). My cat, who I got from an animal shelter, is sterilized by law. Here in Belgium it is an obligation to prevent more and more stray cats. I got my cat at an older age, she was almost 4 years old when I took her home with me, she is 6,5 now. She is a very motherly, caring cat, and I do regret sometimes that she never had the chance to have kittens of her own, I think she would have done an awesome job raising her kittens! Animal rights are equally important to human rights, especially because animals are delivered to us, humans, and can't come up for their own rights. I cry when I think of all the animal suffering in the world, but am also glad that there are a lot of organizations that do care and try to change things. Sorry for the long answer, this is a subject that is close to my heart!

    Witam Kida nigdy nie słyszał o odcięcie kocie uszy, patrzyłem się i w moim kraju, w którym zabronione jest dla psów i zwierząt gospodarskich (chyba także dla kotów). Mój kot, który ja dostał z zwierzę schronienie, sterylizacji jest przez prawo. Tutaj w Belgii jest zobowiązanie wobec zapobiec coraz więcej bezdomnych kotów. Ja dostał mój kot w starszym wieku, była prawie 4 lat, kiedy wziął ją do domu ze mną, ma teraz 6,5. Ona jest kotem bardzo macierzyńskie, opiekuńcze, i żal czasami, że nigdy nie miała szansę, aby kocięta własnego, myślę, że ona by zrobili niesamowite pracy, podnoszenie jej kocięta! Prawa zwierząt są równie ważne dla praw człowieka, zwłaszcza dlatego, że zwierzęta są dostarczane do nas, ludzi i nie może przyjść do własnych praw. Płakać, kiedy myślę, że wszystkie cierpienia w świecie zwierząt, ale również jestem zadowolony, że istnieje wiele organizacji, które obchodzi i próbują zmienić ten stan rzeczy. Przepraszam za długa odpowiedź, to jest temat, który jest w moim sercu! (used translator :-) )

    OdpowiedzUsuń
  2. I am very pleased with your response. Well, that such things are not indifferent to you. In Poland, people are afraid of difficult discussions. Maybe it's because life in us is quite difficult;-) Here in shelters for homeless animals, all animals are sterilized, even if your pet gets lost and only for a moment will go to such a center. It's not like the owners, who want to have small dogs or cats. But there is unlikely to cut off the ears. The problem concerns the free-living cats. I hope that this will finally change. Thank you for your interest. PS. My beloved cat, was born on my hands. Do not sterilizing her. Three years ago I got a four-kitten. As soon as it has adopted. "She fed" cat child an empty nipple;-) Now suffering from cancer. I do not know whether I underwent surgery it would not have the disease. Nobody is able to guarantee me that.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I'm so sorry about the cancer, my sincere sympathy. I hope she can get better. Thank you again for your post, it is very important.

      Usuń