I jeszcze kilka zdjęć, których nie zdążyłam dołączyć do poprzedniego posta, ponieważ komp postanowił zejść z tego świata... Foto Story - Love Story:
wtorek, 4 lipca 2017
Zdechł, czy umarł?
I jeszcze kilka zdjęć, których nie zdążyłam dołączyć do poprzedniego posta, ponieważ komp postanowił zejść z tego świata... Foto Story - Love Story:
niedziela, 25 czerwca 2017
Było, minęło?
środa, 14 czerwca 2017
BEZ HAPPY ENDU (wpis dla Osób o silniejszych nerwach)
Miało być inaczej… Cóż – nie po raz pierwszy, zresztą. Gdy
dzień przed moimi okrągłymi urodzinami odkryłam przypadkowo, że Hołota spodziewa
się kociąt, wreszcie odczułam coś na kształt radości i ekscytacji, podszytej
niecierpliwym oczekiwaniem. I nie umywało się to do oczekiwania na premierę
filmu z ulubionej dziedziny, czy na książkę ukochanego autora. Zaskoczenie było
ogromne, bo młody kocur w kwestiach intymnych, poczynał sobie komediowo
nieporadnie. Sytuację, postanowiłam potraktować, jak okolicznościowy prezent od
losu, na który po prostu będę musiała trochę poczekać ;-) W nowym mieszkaniu w
ciągu 4 lat, umarły mi 3 koty w różnym wieku, zatem uśmiech wykwitł sam na
obliczu po stwierdzeniu, że w przestrzeni naznaczonej smutkiem codzienności i
sprofanowanej śmiercią – wreszcie wykiełkuje nowe życie. I to jakie! Znając
temperament Belzebuba oraz Hołoty, spodziewałam się maleńkich wulkanów
nieokiełznanej energii. 2 zamówiły sobie moje koleżanki, 2 chciałam zachować…
Szacunek w ciemno, bo nie robiłam usg i na dobrą sprawę nie miałam pojęcia, ile
ich będzie w tym pierwszym dla obojga miocie.
W weekend się zaczęło. Podekscytowana przyszła mama,
zaangażowała w swój zbliżający się poród całą dwugatunkową rodzinę. Biegała,
miauczała, łasiła się do Recydywki w sposób wprost natrętny, tuliła się do Buba,
który choć na co dzień stanowi typ nieokrzesanego faceta i walnąć kotkę też
potrafi – tym razem lizał ją czule.
Czy powinno mnie coś zaniepokoić? Pewnie tak. Raczej zbyt
długo to trwało, zbyt spektakularny miało wymiar. Żadna z moich przygotowujących
się do porodu kotek, nie zachowywała się aż tak impulsywnie…. W nocy z soboty na
niedzielę, kociątka w brzuchu kłębiły się intensywnie. Uznały, że najwyższa pora
wyjść na świat. Ale w niedzielę nadal ich nie było, a ja miałam redakcyjny dyżur
i do niczego innego głowy - zresztą wet przyjmował tylko do piętnastej… W
poniedziałek, późnym rankiem weszłam do łazienki. Na podłodze, pomiędzy
transporterem, zwanym przez nas kiedyś żartobliwie „bunkrem”, a kocykiem -
leżały 2 maleńkie kotki. Zimne, nieruchome, MARTWE! Umyte z odgryzioną pępowiną,
idealnie ukształtowane.
Jeden wyglądał jak żywy; drugi, nienaturalnie wykręcony i wiotki jeszcze, zdradzał patologię porodu… Kocur wpadł do pomieszczenia jak tornado. Zaczął obwąchiwać pyszczki, lizać… Ale one nie zapiszczały…
Podbiegł do jednego, później do drugiego. Wrócił do pierwszego. Widziałam zdziwienie, a później wkurzenie w jego oczach… Do wieczora był smutny, za to kotka w błogiej nieświadomości, mruczała beztrosko nawet u weta. Przeżyłam jeszcze dodatkowe chwile grozy, ale na szczęście pierwsza diagnoza o martwym płodzie wewnątrz, okazała się błędna. Kociątka wyniosłam do lasu, by stały się częścią naturalnego łańcucha pokarmowego, kręgu ginącej i odradzającej się przyrody...
Jeden wyglądał jak żywy; drugi, nienaturalnie wykręcony i wiotki jeszcze, zdradzał patologię porodu… Kocur wpadł do pomieszczenia jak tornado. Zaczął obwąchiwać pyszczki, lizać… Ale one nie zapiszczały…
Podbiegł do jednego, później do drugiego. Wrócił do pierwszego. Widziałam zdziwienie, a później wkurzenie w jego oczach… Do wieczora był smutny, za to kotka w błogiej nieświadomości, mruczała beztrosko nawet u weta. Przeżyłam jeszcze dodatkowe chwile grozy, ale na szczęście pierwsza diagnoza o martwym płodzie wewnątrz, okazała się błędna. Kociątka wyniosłam do lasu, by stały się częścią naturalnego łańcucha pokarmowego, kręgu ginącej i odradzającej się przyrody...
Taki prezent zgotował nam los. Tak zakończyło się radosne
oczekiwanie. Takie były skutki próby wprowadzenia życia do mieszkania
naznaczonego śmiercią – kurczę, tylko kociego życia, zaledwie... Czy nie mogło się choć raz udać? Zamiast tak potrzebnej do regeneracji porcyjki szczęścia, nowy
kubeł niepotrzebnego smutku i kolejne złe obrazy zapisane pod powiekami. Ponadto kotka
doznała uszczerbku na zdrowiu i jest w trakcie leczenia. Lekarze, nie potrafią wyjaśnić, co się stało. Zresztą - kto jest w stanie wyjaśnić fatum? ;-S
piątek, 2 czerwca 2017
POPRAWIAJĄC EWOLUCJĘ
Kto dziś pamięta osiedlowy zieleniak, z całą gamą woni, od których
ślinka napływała do ust? Pomidory o słodkim zapachu i cienkiej, delikatnej
skórce, której nie trzeba było usuwać przed spożyciem? Kwiaciarnię, mogącą
śmiało konkurować z luksusową perfumerią?...
Trzeba mieć minimum trzydzieści
lat, aby przechowywać w pamięci takie obrazy. Ci, którzy dziś wchodzą
oficjalnie w dorosłość – młodzi konsumenci supermarketów i fastfoodów, nie mają
skali porównawczej . Ale nawet starsze rodzeństwo, czy rodzice zdołali już
przywyknąć do idealnie prostych ogórków, które obiera się tak lekko, jaskrawo
czerwonego ketchupu, czy bezzapachowych róż stojących w wazonie przez 2
tygodnie. Dłonie odruchowo sięgają po to, co uwodzi perfekcyjnym wyglądem.
Proces modyfikacji genetycznych,
prowadzi do powstania organizmów przyrodniczych, które prawdopodobnie nigdy nie
zaistniałyby na Ziemi w wyniku naturalnych działań ewolucji. Nowe odmiany,
zachęcają też do zmian w sposobie hodowli. Po co? Przede wszystkim dlatego, aby
było taniej, choć niekoniecznie dla klienta.
Ogrodnictwo bez ziemi
Pan Artur, prowadzi od wielu lat
zieleniak w centrum Warszawy. Codziennie zaopatruje się na giełdzie w
Broniszach, gdzie ma stałych dostawców. Choć nie są to gospodarstwa posiadające
certyfikaty ekologiczne, w dużym stopniu wykorzystują metodę hodowli
naturalnej. Ich produkty na pierwszy rzut oka, wyróżnia wygląd. Pomidory mają
nieregularne kształty i wielkość. Ale to, co jest najważniejsze w przypadku
spożywczej konsumpcji to intensywny smak i… naturalny zapach. Takich warzyw już
nie znajdziemy w dużych sieciach handlowych. Czemu? Ich hodowla zajmuje zbyt
wiele czasu i niesie z sobą zbyt wysokie koszty, względem oczekiwanych zysków.
Niestety, małe sklepiki z
warzywami, znikają z mapy nie tylko stolicy. Słabą alternatywą dla mieszkańców
Śródmieścia są nieliczne sklepy wielkopowierzchniowe i wyrastające jak
przysłowiowe grzyby po deszczu minimarkety, które w przeciwieństwie do ich
większych odpowiedników, nie dość, że nie kuszą rozbudowanym asortymentem, to
jeszcze nie oferują niskich cen. Ale pan Artur i tak zaobserwował spadek liczby
klientów i zmianę nastawienia kupujących w kierunku wyraźnego „nie”.
- A dlaczego one są takie drogie? – cytuje pan Artur jedną z
klientek - No, przecież w (i tu pada nazwa konkretnej sieci handlowej) można
kupić za 3 złote… Ludzie nie przywiązują wagi do tego, że moje artykuły są
zdrowsze i smaczniejsze. O tej porze roku, nie ma jeszcze upraw gruntowych,
więc pomidory rosną albo na włóknie
kokosowym , które jest ekologicznym podłożem wielorazowego użytku, albo pochodzą
z upraw hydroponicznych.
Właśnie
uprawy hydroponiczne, czyli w wodzie bez ziemi, a w praktyce również często bez
udziału naturalnego światła, mają najmniej wspólnego z tradycyjną hodowlą. Bezglebowa
uprawa w specjalnych pożywkach wodnych, zapewnia szybszy wzrost i rozwój
roślin. Jest coraz powszechniej stosowana na skalę przemysłową zwłaszcza w
przypadku produkcji warzyw i owoców. Zwolennicy przekonują, że ten rodzaj
hodowli jest bardziej korzystny dla zdrowa, ponieważ uprawy są wolne od
szkodników i chorób doglebowych. Przeciwnicy przypominają, że żywność wyhodowana
w sztucznych warunkach, ma gorszą wartość odżywczą i to musi odbić się na smaku.
- Warzywa sprzedawane w tej chwili w dużych sieciach
handlowych, pochodzą z importu i powstały w warunkach uprawy hydroponicznej –
wyjaśnia pan Artur.
Dodaje też, że zakupy u sprawdzonych dostawców, nie niosą
ryzyka nabycia warzyw sztucznie doprowadzonych do stanu dojrzałości, co jest
nagminne w przypadku pomidorów.
Kwiaty bez zapachu
Wręczam bukiet, a babcia
odruchowo zanurza w nim nos. Przez chwilę trzyma kwiaty przy twarzy i zdziwiona
unosi głowę.
- Piękne – stwierdza – Ale nie pachną, albo ja już do reszty
straciłam węch.
Niestety, kwiaty istotnie są pozbawione woni. Obie przez
lata byłyśmy przyzwyczajone do ogrodowych, naturalnych roślin i nie
zauważyłyśmy zmian w przemyśle kwiatowym.
Pani Agnieszka, właścicielka
kwiaciarni, wyjaśnia, że na skutek modyfikacji genetycznych, istotnie kwiaty w
hodowlach przemysłowych, zostały pozbawione zapachu.
- Dzięki temu, mogą stać wielokrotnie dłużej w wazonach, niż
te ogrodowe, co stanowi korzyść dla klienta – zauważa.
Ale w istocie nie o detalicznego nabywcę tu chodzi - jego nikt
nie pytał, jakie kwiaty woli. Zahamowanie naturalnego procesu zapachowego,
przebiegającego w roślinach, wydłuża ich żywotność, co jest zdecydowanie
bardziej opłacalne i wygodniejsze dla hurtowników, przechowujących tygodniami
kwiaty cięte nim ostatecznie, znajdą nabywcę. Z ciekawości zrobiłam szybki
sondaż, wśród jedenaściorga moich znajomych. Tylko jedna osoba, powiedziała, że
nie zależy jej na zapachu.
Marek Dudek, Prezes
Stowarzyszenia Nasze Pszczoły, wyjaśnia:
- Zapach, to podstawowy element dla pszczoły, który
ukierunkowuje ją na wyznaczony cel, dający jej pożytek. Jeśli hodowle zmodyfikowanych
genetycznie roślin, znajdują są w obiektach zamkniętych, to pszczoły nie mają
tam dostępu. Jednak modyfikacje, dotyczą także pyłku. Jak oddziałuje taki
pyłek, na organizm ludzki, nie jesteśmy jeszcze w stanie ocenić z powodu braku
danych. Ale wraz z pyłkiem modyfikowanym genetycznie, zmieniają się komórki w
mózgu pszczoły, która z tego powodu nie wraca do ula. A jak badać, skoro nie
wraca? To jest zupełnie nowe zagrożenie – ocenia.
Ogrodnicze jednorazówki
Pani Danuta, emerytka chętnie
robi zakupy w dużych sieciach handlowych, ale warzywa i kwiaty od
kilkudziesięciu lat przynosi z własnego ogródka.
- Raz kupiłam ogórki. Według mnie nie miały żadnego smaku.
Nie byłam w stanie zjeść ich do końca. Co roku szykuję z własnych nasion
rozsadę. Jestem takim ogrodnikiem amatorem, więc hoduję wszystko: sześć odmian
pomidorów, dwie odmiany ogórków, kabaczki, cukinie, dynie. Wie pani, one nie są
takie piękne jak te sklepowe, ale za to jak smakują. Mam też kwiaty: byliny,
cebulowe, jednoroczne. Kiedyś dzieci przyniosły mi w prezencie całą paczkę
zagranicznych cebulek. Ślicznie kwitły, ale żadna z cebul matecznych nie
wypuściła przybyszowych, więc w następnym roku już nie miałam tych kwiatów. To
były takie cebulki jednorazowe. Proszę sobie wyobrazić, co by było gdyby Ziemię
nawiedził jakiś większy kataklizm, a nie istniały by już uprawy tradycyjne? –
pani Danuta zawiesza głos.
Świadomy konsument poświęci swój
czas na zgłębienie wiedzy i wyciągniecie wniosków. Mniej świadomy, oprze się na
przesłaniu reklamy i sięgnie bezrefleksyjnie po to, co będzie równe jak z
szablonu. Czas pokaże, która postawa przyniosła większe korzyści dla własnego
zdrowia. Pod warunkiem, że kupujący nadal będzie miał wybór…
"Gazeta Polska Codziennie", nr 1730 - 23. 05. 2017
wtorek, 30 maja 2017
W trzech zdaniach...
Prawie dwa miesiące temu ubolewałam nad brutalnym potraktowaniem drzewa na łąkach w Jabłonnie, które choć niepozorne, często służyło mi jako fotograficzne tło. Sytuacja wyjaśniła się kilka dni temu i z takim uzasadnieniem, działanie - mniej boli.
Choć faktu to nie zmienia, że muszę szukać innych, fotograficznych plenerów...
niedziela, 14 maja 2017
Szczury duże jak koty
Nie tylko mieszkańcy i najemcy lokali usytuowanych przy ekskluzywnym
Trakcie Królewskim, borykają się ze szczurami miejskimi. Problem gryzoni, które
potrafią osiągać wielkość młodego kota, dotyczy całego Śródmieścia. Warszawskie
Biuro Ochrony Środowiska, nie koordynuje działań w zakresie deratyzacji.
Ulica Sienna, znajdująca się w
starej części stolicy, jest kolejnym przykładem na to, do jakiego stopnia
miasto nie radzi sobie ze szczurzym problemem. Samoistnemu rozmnażaniu się gryzoni
sprzyja specyfika tego zakątka Warszawy: dużo starych kamienic i okolicznych
pustostanów, a do tego lokale gastronomiczne. Wszystko to stanowi wymarzone
warunki do egzystencji niechcianych czworonogów. Szczury biegają nie tylko po
podwórkach w okolicach śmietników, ale są gośćmi na zapleczach tamtejszych
sklepów. Wystarczy jeden gryzoń, aby wyrządzić straty w wysokości przynajmniej
kilkudziesięciu złotych. Najemcy lokali przyznają,
że szczury gryzą towar, potrafią uszkodzić kilkanaście rzeczy na raz, a do tego
brudzą. Trutki pozostają najskuteczniejszym rozwiązaniem, ale eliminacja
szkodników nie odbywa się całkiem bezproblemowo. Jedna z osób, wynajmujących od
kilku lat lokal użytkowy przy Siennej, zauważa:
- Często upłynie
wiele dni, zanim wreszcie poodsuwam wszystkie meble i po przykrym zapachu,
znajdę martwe zwierzę. Największy szczur miał 40 cm , nie licząc długości
ogona.
Biuro Ochrony Środowiska nie posiada
danych, dotyczących liczby szczurów na terenie m.st. Warszawy. Jednocześnie
informuje, że zgodnie z paragrafem 22 ust. 1 pkt 2 o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi z
dn. 5 grudnia 2008 r. właściciel, posiadacz lub zarządzający nieruchomością są
zobowiązani do utrzymania jej w należytym stanie higieniczno-sanitarnym w celu
zapobiegania zakażeniom i chorobom zakaźnym. W szczególności powinien zwalczać
gryzonie, insekty i szkodniki. Dlatego też deratyzacja leży w gestii
administratora terenu.
W przypadku wielu posesji
warszawskiego Śródmieścia, których stan prawny nie został uregulowany,
administratorzy, nie poczuwają się do odpowiedzialności. W takiej sytuacji
zawsze warto skierować zgłoszenie do Powiatowej Stacji
Sanitarno-Epidemiologicznej, która może nałożyć karę w postaci mandatu. W
praktyce, często potrzebna jest wielokrotna interwencja, aby zmotywować do
utrzymania porządku nieodpowiedzialnego administratora.
„Gazeta Polska
Codzienne”, Czwartek 04/05/2017, (1714) – „Dodatek
Mazowiecki”
piątek, 12 maja 2017
Warszawskie Dni Recyklingu
Serdecznie zapraszamy wszystkich mieszkańców stolicy do udziału w Warszawskich Dniach Recyklingu, które odbędą się w sobotę, 13 maja br., w godzinach 10.00-14.00.
W każdej Dzielnicy (lokalizacje zamieszczono poniżej) mieszkańcy otrzymają sadzonki roślin (krzewów, kwiatów, ziół) w zamian za przyniesione odpady: „elektrośmieci”, plastik, metal, papier, szkło, baterie.
Przelicznik kuponów na sadzonki:
1 KUPON = 1 sadzonka zioła;
2 KUPONY = 1 sadzonka kwiatu lub byliny;
3 KUPONY = 1 sadzonka krzewu.
Lokalizacje Wydarzenia w Dzielnicach:
- Bemowo - przed Urzędem Dzielnicy, ul. Powstańców Śląskich 70;
- Białołęka - przy Urzędzie Dzielnicy, ul. Modlińska 197;
- Bielany - Park Olszyna, ul. Gąbińska (przy studni wody oligoceńskiej);
- Mokotów - zatoka parkingowa przy ul. Piaseczyńskiej/Idzikowskiego, koło Parku Arkadia;
- Ochota - targowisko „Zieleniak”, ul. Grójecka 97;
- Praga - Południe - parking przy Urzędzie Dzielnicy, ul. Grochowska 274;
- Praga - Północ - parking przy Urzędzie Dzielnicy, ul. ks. J. Kłopotowskiego 15;
- Rembertów - parking przy Urzędzie Dzielnicy, al. Gen. A Chruściela 28 (od strony ul. Konwisarskiej);
- Śródmieście - parking przy Urzędzie Dzielnicy, ul. Nowogrodzka 43;
- Targówek - parking przy Urzędzie Dzielnicy, ul. Kondratowicza 20;
- Ursus - parking przy Urzędzie Dzielnicy, Pl. Czerwca 1976 r. nr 1;
- Ursynów - parking przy Urzędzie Dzielnicy, al. K.E.N. 61;
- Wawer - parking przy Urzędzie Dzielnicy, ul. Żegańska 1;
- Wesoła - przy Urzędzie Dzielnicy, ul. 1 Praskiego Pułku 33;
- Wilanów - przy Urzędzie Dzielnicy, ul. Klimczaka 2;
- Włochy - parking przy Urzędzie Dzielnicy, al. Krakowska 257;
- Wola - parking przy Urzędzie Dzielnicy, Al. Solidarności 90;
- Żoliborz - parking przy Urzędzie Dzielnicy (od strony ul. Słowackiego 6/8).
- Wymiana odpadów na sadzonki roślin następuje poprzez:
a) przeliczenie na
kupony liczby lub masy odpadów dostarczonych przez mieszkańców m.st. Warszawy w
trakcie WDR, zgodnie z postanowieniami pkt. 5 oraz
b) zamianę otrzymanych
kuponów na sadzonki roślin, zgodnie z postanowieniami pkt. 7.
- Przelicznik odpadów na kupony:
|
SZKŁO OPAKOWANIOWE
10
sztuk = 1 KUPON
|
PLASTIK/METAL
10 sztuk
= 1 KUPON
|
PAPIER
1 pudełko = 1 KUPON
Wymiary
pudełka:
szer.
|
|
zużyty
sprzęt elektryczny i elektroniczny
Mały
sprzęt (np. suszarka, mikser) = 1 KUPON
Średni
sprzęt (np. mikrofala, telewizor, odkurzacz, komputer) = 2 KUPONY
Duży
sprzęt (np. lodówka, pralka) = 3 KUPONY
Za
kable kupony nie będą przyznawane
|
BATERIE
20 szt. = 1 KUPON
|
|
Niewymienione
w Regulaminie odpady nie podlegają wymianie na kupony
- Jedna
osoba może otrzymać maksymalnie 7 kuponów.
- Przelicznik
kuponów na sadzonki roślin:
1 KUPON = 1 sadzonka zioła;
2 KUPONY = 1 sadzonka kwiatu
lub byliny;
3 KUPONY = 1 sadzonka krzewu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






















