Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Las Polski". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Las Polski". Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 grudnia 2016

TESTAMENT GŁUPOTY


Do znudzenia, z uporem idealisty, poruszam wciąż te same tematy...
Tekst opublikowany w dwutygodniku "Las Polski" 19/2016 1 - 15 października.



Pojedyncze buty, stanowią nagminny widok. Puszki i butelki tym bardziej. Trochę trudniej o zepsuty telewizor, czy monitor, ale to też już widziałam. Lodówka porzucona na brzegu lasu, obala powszechny stereotyp o Polakach. Ten, który ją tam przytaszczył z pewnością nie był człowiekiem leniwym!
Katalog superlatyw, to nasza wizytówka. Przypisujemy sobie wiele wartościowych cech i na dobrą sprawę, nie rozmijają się one z prawdą. Mamy więc świetną kuchnię, a w niej kilka specjałów znanych w Europie. Szczycimy się bogatą historią i drugą na świecie Konstytucją. Jesteśmy skłonni do zrywów i choć już nie tak empatyczni jak kiedyś, nadal potrafimy wyciągnąć pomocną dłoń do potrzebujących. Jednakże pośród tej reklamy zapomnieliśmy o jednym – o naszej skłonności do śmiecenia, która nijak nie licuje z wielowiekową kulturą Słowian i wpisaną weń rolą lasu.
            Już 20 minut pośród zieleni, wystarczy by zdjąć z nas brzemię codziennego stresu. Idę więc wyciszyć emocje i zaledwie po kilku minutach rozsypany stos spleśniałego pieczywa sprawia, że coś wewnątrz mnie zaczyna się żarzyć. No, bo co ma to niby zjeść? Ptak samobójca, czy zdesperowany dzik? Wszak wciąż mówi się o tym i pisze, aby nie karmić zwierząt pieczywem, a tym bardziej zepsutym! Widać komuś zrobiło się wstyd, gdy ujrzał ile jedzenia zmarnował… Może chciał w ten sposób, w swoim mniemaniu oczyścić sumienie, skarmiając niejadalnym dziką zwierzynę, a las przy okazji traktując jak śmietnik? Wziąłby się lepiej za zbieranie tego, co wyrzucili inni w ramach zadośćuczynienia wobec swego marnotrawstwa. Robię zdjęcie i idę dalej. Znalezione podczas spacerów wątpliwe „eksponaty” z każdej dziedziny życia człowieka, natchnęły mnie kilka lat temu do założenia bloga. Niestety, ani kampanie społeczne, ani ustawa śmieciowa niczego nie zmieniły. A akcja Sprzątanie Świata ominęła las, do którego chodzę niemal codziennie więc wszystko wskazuje na to, że nadal będzie dostarczał mi nowych wątków…
 Nieco dalej na drodze coś lśni kolorowo. Nie, to żadne skarby sprzed wieków , ale jak najbardziej współczesne pozostałości po konsumpcyjnej wizycie istot rozumnych. Butelki rozbite na dziesiątki kawałków, to chyba najczęstsza i najgroźniejsza odmiana śmieci, prawdziwa plaga nie tylko polskich lasów, ale i brzegów Wisły. Jak łatwo przebić podeszwę buta, że o psiej łapie nie wspomnę! Mój antystresowy spacer odniósł przeciwny skutek - coś wewnątrz buntuje się i bucha żywym ogniem. Bo nie ma szans na usunięcie tej stłuczki w całości ze środowiska. Szkło „przeżyje” tego, który za nic miał przyrodę. Pozostanie jak testament głupoty dla jego wnuków i to w tym wszystkim jest najsmutniejsze.




sobota, 16 lipca 2016

STRAŻNICY PAMIĘCI


Długie wstęgi okopów, przypominające koryta wyschniętych rzek, leje po pociskach, wciąż imponująco głębokie, a nad nimi… drzewa. Nienaturalnie powykręcane ze splątanymi konarami, zastygłe w ekspresyjnym wyrazie grozy.
Nawet w pogodne, słoneczne dni ten widok przejmuje spacerowicza dreszczem. Jest w nim jakaś ponura siła wyrazu, coś czego nie da się wymiernie przekazać, ale nie sposób też zbagatelizować. Coś, co po prostu zapisało się w przestrzeni naznaczonej przez ostatnią wojnę. To specyfika lasów w okolicach Legionowa, obszaru wyjątkowo doświadczonego przez niszczycielską siłę człowieka. Intensywny ostrzał artyleryjski trwał od końca października 1944r. do połowy stycznia 1945r. Między Chotomowem, a Legionowem, aż do samej Wisły, przebiegała linia frontu – owe działania odbiły swoje piętno na długie dziesięciolecia, żłobiąc ziemię i okaleczając drzewostan. Ale oprócz bezdyskusyjnego zniszczenia krajobrazu, stały się pomnikiem historii Polski i jako takie powinny być traktowane w przestrzeni leśnej. Dlatego ubolewam zawsze podczas spacerów, gdy widzę prowadzoną w tych miejscach przecinkę, kiedy znikają zdrowe egzemplarze, obdarzone przez zdarzenia dziejowe tak głębokim ładunkiem znaczeń. Tak jak zawsze żal mi zabytków architektonicznych, ze śladami kul na fasadach wyburzanych i zastępowanych nowoczesnymi budynkami. Znikają takie artefakty co jest smutnym, choć nieuniknionym znakiem czasu. Przestrzeń się zmienia, jeśli nie samoistnie, to z pomocą człowieka, który przekształca ją wedle własnych kryteriów. Ale przyokopowe drzewa – świadkowie ludzkiej odwagi, cierpienia i śmierci, powinny doczekać się naszych względów i nadal stać na straży wspomnień, kiedy już nie będzie tych, którzy wśród nich walczyli.       
Nie tak dawno na niedzielnym spacerze, spotkałam starszego pana z wnukiem. Dziadek z wyglądu za młody wprawdzie na udział w działaniach partyzanckich, opowiadał o nich zajmująco chłopcu, wskazując na rowy w ziemi. Przystanęłam zainteresowana, lecz nie śmiałam przerywać tej lekcji historii w plenerze, pośród drzew innych niż wszystkie…    




Powyższy tekst ukazał się w Dwutygodniku leśników i przyjaciół lasu: "LAS POLSKI". (12/2016 16-30 czerwca). Dla tych, którzy nie znają tytułu dodam, że ukazuje się on od 1921r.