Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stop: refleksja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stop: refleksja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 maja 2025

Chleba naszego powszedniego - nie pozwól nam wyrzucać!

3 dni po świętach, to ten czas, w którym porządkujemy lodówki i kultywujemy doroczne marnotrawstwo jedzenia. O ile rozumiem, że może przeterminować się porcja sałatki jarzynowej, potrawy o krótkim okresie przydatności do spożycia, o tyle TAKIE marnotrawstwo produktu, który można bez problemu zamrozić, jest czymś niepojętym! To tylko jeden dzień i jedna altana śmietnikowa, oraz kosz przy osiedlowym przystanku - nawet tu swoje miejsce znalazła kromka chleba. Najsmutniejszy był jednak dla mnie widok całej zafoliowanej pokrojonej bułki. Ile wody potrzebowało zboże, żeby wyrosnąć, ile energii elektrycznej, wymagała produkcja tych bochenków. O pracy ludzkiej nawet nie wspomnę. Wyhodowali, upiekli, tylko po to, by... wyrzucić. 






niedziela, 6 kwietnia 2025

KARYGODNY szczyt bezmyślności!

Takie tlące się ognisko znalazłam 23 marca na brzegu lasu, gdy na moment wyszłam do sklepu na sąsiednim osiedlu. Alejką przejechała para rowerzystów, chodnikiem vis a vis przeszła rodzina z psem i nikogo nie zainteresowała charakterystyczna woń spalenizny.

Choć nie miałam wiele czasu, zaczęłam rozglądać się z lękiem i szybko zlokalizowałam przyczynę. Zneutralizowałam to coś błyskawicznie, a tlące się resztki wrzuciłam do kanałku, schodząc na sam jego brzeg i ryzykując kąpiel. Ale przy tym porywistym wietrze i suszy, mogło za chwilę dojść do tragedii! Pierwszy raz spotkałam się z czymś takim, a po lasach chodzę prawie codziennie od 15 lat. Czyżby i tutaj dotarł seryjny podpalacz, czy aż tak kogoś odmóżdżyło? 🤬🤬🤬🤬To nie koniec tej koszmarnej historii. Do domu wracałam już bezpośrednio przez las - a tam - pozostałości nadpalonej ściółki. Może jakiś kretyn rzucił niedopałek, a może z papierosa spadła tylko iskra. To pokazuje, jak bardzo jest sucho i jak wielką uważnością musi wykazać się każdy człowiek korzystający teraz z łona przyrody.




sobota, 27 stycznia 2024

Śmieci, śmieci, śmieci 2023

Minęło już 10 lat, odkąd rozpoczęłam dokumentację zjawisk ekologiczno-społecznych na tym blogu... W ostatnim czasie poprzestałam wyłącznie na prywatnym archiwum i sporadycznych tekstach prasowych, ze względu na znikome zainteresowanie w.w. Choć ten osobliwy zbiór, nigdy nie miał szerokiego audytorium. Na szczęście? 😉 

Pretekstem do stworzenia tego miejsca w przestrzeni wirtualnej, były wątpliwe plony moich codziennych spacerów - czyli nielegalne, ale nieoficjalnie akceptowane - mini wysypiska łącznych i leśnych śmieci. Częściej jednak, zwykłe spontaniczne złe nawyki: tu puszka, tam trzy butelki po towarzyskiej libacji. Dobrze, jeśli nie potłuczone i nie stanowiące zagrożenia dla spacerowiczów i zwierząt. 

W 2023 r. jak zwykle Królową/Królem mazowieckich, a może i polskich wysypisk!!!, było podwarszawskie Legionowo - z roku na rok bardziej degradujące swoje zasoby przyrodnicze. 

Niestety, leśne śmieci znalazłam również w nieodległym Wieliszewie, ale to tylko ułamek tragedii legionowskiej.  


Moje marzenia na 2024 rok? Czyste polskie lasy i łąki. Odpowiedzialni, empatyczni użytkownicy przyrody. 💓

czwartek, 17 lutego 2022

Po co Człowiekowi KOT?

W Dniu Kota, chyba warto zadać sobie to pytanie… Te kilkukilogramowe drapieżniki od czasu Starożytnego Egiptu, podbiły serca jednostki ludzkiej. Kochali je faraonowie, królowie, osobistości świata szeroko pojętej kultury i polityki (przy okazji zareklamuję, choć nikt mi za to nie zapłaci – książkę pt.” SŁAWNE KOTY i ich ludzie” autorstwa Heike Reinecke oraz Andreasa Schliepera), a także MY, zwykli dwunożni mieszkańcy Ziemi.

Dane wyłaniające się z badań opisujących 2020r. mogą znokautować wrogów mruczących istot.

W Polsce jest aż 6 800 000 kotów. Mimo że ich popularność rośnie, w naszej części Europy wciąż przeważają posiadacze szczekających przyjaciół człowieka.

Tym bardziej robi się smutno, gdy czytamy artykuły ultra-lewicowych ekologów: że koty wymordowały 33 gatunki innych zwierząt i podobnie jak psy jedzą zbyt dużo mięsa, puszczając przy tym hmmm…. trujące Ziemię bąki.  


Kolejne interpretacje są jeszcze bardziej żałosne. Karmy dla kotów sprzedajemy w plastikowych opakowaniach…  Baaaa, no przecież to jest totalna egzotyka. Plastik, żywność… szukać z latarką.

Oczywiście w tym uzależnionym od kapitału świecie, nikomu nie odbieram prawa do „własnych” wniosków. Dziwi jednak, że pochodzą one z ust ludzi, którzy sympatyzują z dzikami w miastach, czy walką o powiększenie populacji lwów, wilków, niedźwiedzi…

Abstrahując od polityki, powracam do pytania: Po co człowiekowi KOT?

Po pierwsze – do kochania! 😊  W rzeczywistości, w której ludzie coraz częściej nie potrafią ze sobą rozmawiać, nie wspominając już o nawiązywaniu trwałych relacji – kot/pies – może podarować nam bezinteresowną miłość.

A, że w przypływie złego humoru, lulnie do kapci, zeżre ukochaną trzykrotkę, z ciekawości zwiedzając regał niczym Tatry, zepchnie łapką 100-letnią filiżankę po babuni, albo z suszącej się parasolki zrobi sobie legowisko, lub plac zabaw: WYBACZMY!    




W końcu, gdy będzie nas bolał zmęczony codziennym stresem kręgosłup; brzuch nafaszerowany śmieciem spożywczym; kiedy rozpłaczemy się nagle po telefonicznej rozmowie – kot/pies, przybiegną (na swych mniejszych od ludzkich nogach) jako pierwsi. Dotkną wilgotnym nosem, poliżą, musną łebkiem lub uchem…

czwartek, 30 grudnia 2021

Poświąteczne śmieci

Taki oto obrazek powitał mnie na Osiedlu, gdy w II dzień Świąt Bożego Narodzenia wyszłam na krótki, przedwieczorny spacer pooddychać mroźną zimą...

I co z tego, że nawet u nas na prowincji, mieszkańcy wreszcie nauczyli się segregować śmieci? W praktyce przekłada się to na podobne sceny nie tylko od święta. Powód?   

Odpowiednie służby zbyt rzadko przyjeżdżają po odpady. Koniec końców, irytacja miażdży dyscyplinę i ekologiczne przekonania. Gdy właściwe pojemniki są już zapełnione - zdesperowani segregatorzy, stawiają w bezsilności systematycznie uzupełniany worek gdzie popadnie. Bardziej cierpliwi - w tym za przeproszeniem ja - upychają zawartość do podpisanej komory.

Tymczasem coś mi się leje po spodniach, coś z hukiem toczy po chodniku. Z ust wyrywa się: "Jasna cholera!" lub "Po kiego groma to wszystko?!"

Zwłaszcza, że opłaty za wywóz śmieci, tak, czy siak, są coraz wyższe. 

wtorek, 15 czerwca 2021

Zielone Hospicjum - część 2

Co słychać u bohaterów poprzedniego posta? Jak się czują?

KWITNĄCO! 😀


Gerbera wreszcie odwdzięcza się pełnowartościowym kwieciem,


a po fuksji już w ogóle nie znać traumatycznych przeżyć:



Choć nie jest przyjęte, by przesadzać rośliny z kwiatostanami w rozkwicie, tu już nie da rady inaczej! Ten marny, plastikowy kubeczek

to zdecydowanie zbyt mały lokal dla zielonego życia.

W międzyczasie nabyłam jeszcze petunię - szczęśliwie tylko zwiędniętą, zatem nie musiałam się wysilać, by przywrócić ją do stanu egzystencji. 


Ufff. Przesuszone petunie i surfinie to szczególnie ciężkie przypadki do reanimacji. Nawet dla doświadczonego i cierpliwego ogrodnika. 

Znacznie lepiej wygląda sprawa ratowania niecierpków. Te rośliny bez jednego wodnego posiłku, więdną błyskawicznie, ale też są bardzo żywotne. Podlane - powstają w ciągu kilku/kilkunastu godzin. Tak było na szczęście i w tej sytuacji:



I jeszcze mój spożywczy bonus. Przykład jak ławo hoduje się warzywa w loggi. Tak, Drodzy Czytelnicy. Ogród nie jest koniecznością, by mieć własne, smaczne dodatki do kanapek 😀  

Tu - sałata liściasta zwycięża w walce o miejscówkę z rukolą i koperkiem, 


ale gdy tylko przerwałam liście sałaty, rukola wystrzeliła w górę z wdzięcznością.      

Teraz porównanie krzewów pomidorów. Po raz pierwszy zrobiłam rozsadę BETALUX (opakowanie głosi: pomidor karłowy).

W skrzyni, to może on i jest nieduży, ale gdy dostał donicę wielkości wiadra - poczuł się jak w gruncie... właśnie przerasta stół :-) Mam nadzieję, że jego para pójdzie nie tylko w pędy i liście, ale także w owoce. Póki co, kwitnie jakby dano mu 500 +. Poinformuję Was o efektach jego wysiłków. 


środa, 2 czerwca 2021

Zielone Hospicjum - część 1

Minął ten czas, że z entuzjazmem podchodziłam do wszystkich ekologicznych wymuszeń stosowanych na przeciętnym obywatelu. Dziś z uwagą analizuję narzucane nam rozwiązania. I wyłaniające się z nich niejednokrotnie - niekonsekwencje. 

Weźmy pod przysłowiową lupę np. sadzonki kwiatów sprzedawane w supermarketach. By wyhodować jedną, potrzebne są dziesiątki jeśli nie setki litrów wody. Nie wspominając już o: energii, (bo przecież rzadko są podlewane ręcznie), a także czasie i wysiłkowi hodowców/pracowników, którzy zajmują się produkcją takiej rośliny. I wreszcie trafia ona do sklepu wielkopowierzchniowego. Tego samego, który w myśl ochrony Ziemi nie pozwoli nam zapakować 1 cebuli w cienką, plastikową torebkę, za to chętnie sprzedaje sery czy wędliny w grubej folii. Ale przemilczmy to w tym poście. 

Tajemnicą poliszynela jest fakt, że bardzo często im bogatsza sieć, tym mniej płaci pracownikom i więcej od nich wymaga. Trudno się więc dziwić, że rośliny stojące na wózkach i paletach, nie raz i tydzień nie widzą wody. 

Nazajutrz...


2 miesiące później...





A gdy już ktoś dostrzeże, że wszystkie zwiędły wtedy bardzo szczodrze próbuje naprawić zaniedbanie. W efekcie tego zamiast pomóc roślinie, nieumyślnie przyspiesza jej zgon. Kierownikowi sklepu nie pozostaje już nic innego, jak próba sprzedaży tych zielonych zwłok za symboliczną kwotę. Doświadczonemu ogrodnikowi łatwo ocenić, które z zamęczonych sadzonek jeszcze rokują, dlatego ja już kolejny rok "odchuchałam" wiele takich roślinnych bytów. 





Lecz większość osób omija szerokim łukiem to zielone hospicjum...



Sadzonki lądują więc na kompoście, a wraz z nimi zmarnowane zostają litry naszego ziemskiego bogactwa. Pomyślmy o tym i... reagujmy.